Autostopem na kanonizację- wspomnienie Agnieszki Idczak

Autostopem na kanonizację- wspomnienie Agnieszki Idczak

Cztery lata temu kanonizowano dwóch papieży – Jana Pawła II i Jana XXIII. Agnieszka Idczak pojechała do Rzymu autostopem. Nazywała tę podróż „pielgrzymką zaufania”, bo ufała, że ludzie są z natury dobrzy i życzliwi. Z tego powodu nie zabrała ze sobą żadnych pieniędzy. Czy żałowała?

***



Dziewczyny i podróż autostopem – nie ma się czego bać?

Czytając różne fora internetowe dotyczące tematyki autostopowej dowiedziałam się, że dziewczynom jest łatwiej niż chłopakom. Myślę, że to prawda. Dziewczyny budzą większe zaufanie. W swoich podróżach doświadczyłam dużo dobrego. Przede wszystkim zauważyłam, że ludzie z natury są bardzo dobrzy. Bez względu na narodowość, religię czy kulturę.
Myślę więc, że nie ma czego się bać. Rozsądek przydaje się zawsze, natomiast nie można przesadzić ze strachem. Najpierw radość i otwartość, a później cierpliwość i wytrwałość – to jest potrzebne.

Wyjazd do Rzymu był Twoją pierwszą podróżą autostopem?

Wcześniej zdarzyło mi się tylko raz jechać autostopem, ale tak lokalnie – ze szkoły do domu. Jednak myśląc o autostopie jako o dłuższej podróży, droga do Rzymu była pierwszą. Korzystałam wtedy z doświadczenia innych. Przeczytałam wszystkie możliwe fora internetowe, dowiadywałam się co można, czego nie można, czego należy unikać i tak dalej. Kiedy pojawiła się myśl, aby na kanonizację jechać właśnie autostopem, nie mogłam znaleźć nikogo chętnego, nikt nie chciał towarzyszyć. Właściwie w ostatniej chwili przekonałam koleżankę mojej siostry. To był doskonały kompan do takiej drogi! Świetnie się dogadywałyśmy i uzupełniałyśmy. Kiedy jedna była zmęczona, druga miała dużo sił. I odwrotnie.

Słyszałam, że wyjechanie z Poznania bywa problemowe…

W naszym przypadku ten początek był najłatwiejszy. Większość autostopowiczów skierowała się w stronę Pniew, ja z koleżanką wybrałyśmy kierunek na Komorniki. Bardziej doświadczeni uczestnicy ostrzegali, że Komorniki nie mają dobrych perspektyw, kierowcy rzadko się tam zatrzymują i trzeba długo czekać. Jednak chwilę po tym, gdy wyciągnęłyśmy kartkę z napisem „Berlin”, zatrzymał się samochód. Za kierownicą siedział Tomek, stary autostopowicz – można by go tak określić. Przyznam szczerze, że gdy rok lub dwa lata później ruszałam również autostopem do Poczdamu, to zaczynając w tym samym miejscu, musiałam trochę poczekać. Cała droga z Poznania do Rzymu trwała dokładnie dwa dni. Wyjechałyśmy w czwartek rano, a już w piątkowy wieczór byłyśmy na miejscu jako jedne z pierwszych osób z Poznania. Autostop do Rzymu był organizowany między innymi przez wspólnotę „Piękne stopy”. Organizacja polegała głównie na przekazaniu praktycznych informacji i zrzeszaniu ludzi, na załatwieniu pola namiotowego. Było zresztą znakomicie zlokalizowane, w samym centrum Rzymu!

Kogo spotkałyście po drodze?

Bardzo różnych ludzi. Na przykład biznesmena, który jechał w sprawach służbowych do Szczecina. Chętnie z nami rozmawiał i dzielił się swoim doświadczeniem autostopowym. Zostawił nas na jednej ze stacji paliw, już na autostradzie, co jest kluczowe dla autostopowiczów. Wcześniej zaprosił nas na kawę do okolicznej kawiarni. Było to bardzo miłe. Dalej zabrałyśmy się z chłopakiem z Polski, który jechał na koncert do Hanoveru. Potem krótki odcinek tirem, z polskim kierowcą. Zauważył, że jesteśmy w beznadziejnym miejscu- nie było zbyt wielu szans na złapanie auta. Za Berlinem życzliwość okazała nam matka z córką, podrzuciła nas, aż do Lipska, żeby następnie złapać auto, które prowadził niemiecki biznesmen, bardzo życzliwy człowiek. Nadrobił nawet trasy, aby podwieźć nas aż pod Norymbergię. Do Monachium dojechałyśmy z parą z Niemiec. Niestety przegapiliśmy stację paliw mieszczącą się przed wjazdem do Monachium i wysiadłyśmy w samym Monachium. Para ta okazała się bardzo sympatyczna i wyznaczyła nam trasę gdzie miałyśmy dojechać na obrzeża miasta, skąd miało być blisko na autostradę. Krążyłyśmy jednak po okolicy przez całą noc…

Powiedz jeszcze, że był tam las, rozładowały Wam się telefony i z oddali było słychać szczekanie psów?

Tak, to ten klimat. W końcu znalazłyśmy autostradę, po przejściu tego dosłownego, ciemnego lasu. Niestety okazało się, że przebiega wysoko nad nami, to był wiadukt. Zrezygnowane wróciłyśmy tym samym lasem do punktu wyjścia…

I co dalej?

Na autostradę udało nam się dotrzeć dzięki dobremu człowiekowi spotkanemu na stacji benzynowej. Pomógł nam znaleźć transport u jednego dostawcy betonu, podwiózł nas na stację paliw. Chociaż byłyśmy zmęczone nocną tułaczką, musiałyśmy dalej łapać stopa. Był już nowy dzień. Złapałyśmy tira z hiszpańskim kierowcą. Nie mówił po angielsku ani jednego słowa, co spowodowało wiele śmiesznych sytuacji.  Jechałyśmy z nim przez całą Austrię, aż do granicy z Włochami. Stamtąd już do samego Rzymu podwiózł nas Polak. Zabrało nas łącznie 9 pojazdów – 6 samochodów osobowych, 1 dostawczy, 2 tiry. Podróż powrotna trwała natomiast półtora dnia. Udało nam się załapać na polskie pielgrzymki autobusowe, które wracały z Rzymu. Nie było to łatwe, ponieważ najczęściej były to pielgrzymi organizowani przez biura podróży. Nie chciały brać autostopowiczów ze względu na brak ubezpieczenia. Jednak udało nam się trafić na polskich kierowców, jadących w dodatku bezpośrednio do Poznania. Wyruszyłyśmy z Rzymu po południu w poniedziałek, a na miejscu w Poznaniu byłyśmy we wtorek wieczorem.   

Jest takie uczucie, które można powtórzyć za Leopoldem Staffem: „A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie.” Pisał tak w swojej poezji miłosnej. Mam w nogach setki kilometrów pielgrzyma i nigdy docieranie do celu nie było najważniejsze. Cel nadaje rytm i sens drogi, ale to przeżywanie i doświadczanie drogi jest jej istotą. Nie byłam, co prawda, na kanonizacji, ale wyobrażam sobie, że po takiej podróży, padam zmęczona na polu namiotowym. A tu jeszcze uroczystość….

Myślę, że o to właśnie chodzi w autostopowaniu, o to chodziło w całej tej naszej podróży – cel wyznaczał tylko kierunek. Najwięcej doświadczeń było podczas drogi. To ją wspomina się najbardziej. Ta droga, czyli:  napotkani ludzi, przeciwności, długie oczekiwanie na kolejne pojazdy, błądzenie po nocy, ale i również zaproszenie na kawę, nieoczekiwane otrzymanie posiłku, spotkani kierowcy polskich autobusów. Gdy dotarłyśmy w piątek wieczorem na miejsce i rozłożyłyśmy namiot na polu, byłyśmy oczywiście zmęczone. Ale też jednocześnie radosne i onieśmielone, że udało nam się dojechać. Po nocy miałyśmy jeszcze czas, żeby pozwiedzać Rzym. Wieczorem ruszyłyśmy na plac świętego Piotra. W całym Rzymie można było wyczuć iście rzymską organizację. Dotarłyśmy, co prawda, na sam plac, jednak podjęłyśmy decyzję, że cofniemy się do placu ST. Agnese, miejsca dedykowanego Polakom. To była dobra decyzja.  Kanonizacja była oczywiście pięknym czasem! Całe miasto tonęło w biało-czerwonych flagach. Niesamowite było jednak to, że byli tam ludzie z całego świata, różnych kultur, różnych kolorów skóry. Ale najwięcej było Polaków, czuło się taki polski klimat.

Co z pieniędzmi? Z wcześniejszych rozmów pamiętam, że…

Pamiętasz pewnie, że pojechałam na „pielgrzymkę zaufania”. Tak ją nazwałam jeszcze przed startem. Podjęłyśmy decyzję, że pojedziemy bez pieniędzy, aby doświadczyć ludzkiej dobroci. Pierwsze auto, które się zatrzymało, ten wspomniany już Tomek, zapytał nas czy mamy euro. Kiedy usłyszał o naszej „pielgrzymce zaufania” nie skomentował tego ani słowem. Ale potem, gdy zatrzymaliśmy się, zaprosił nas na herbatę i dał nam 50 euro. Te pieniądze wystarczyły na całą podróż. Miałam później swoje kolejne pielgrzymki zaufania – numer dwa, numer trzy, numer cztery. Niektóre już z pieniędzmi. Każda była inna, ale w każdej chodzi o to samo- o doświadczanie człowieka i pomnażanie dobra.

Myślisz, że autostop, zwłaszcza na drogie uroczystości w Watykanie, to dobra alternatywa dla zorganizowanych, autokarowych pielgrzymek parafialnych? Pokazujesz, że ten teoretycznie najważniejszy czynnik – pieniądze, a właściwie ich brak – nie jest ostatecznym argumentem. Jak to się mówi „kto nie chce, znajdzie powód, a kto chce, znajdzie sposób”.

 

Uważam, że jest to znakomita opcja, dla osób, które chcą doświadczyć czegoś więcej, są otwarte na nowe znajomości, elastycznie dostosowują do różnych okoliczności, ale też są odporne na różnorakie sytuacje. No i tak, są świetną opcją dla tych, którzy mają ograniczony budżet!
***
Na zdjęciu Agnieszka Idczak,
udostępniono z prywatnego albumu

 

 
Agnieszka Idczak – ekonomistka, absolwentka Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu (zarządzanie, PR) oraz Uniwersytetu Adama Mickiewicza (kulturoznawstwo). Obecnie pracuje przy projektach międzynarodowych. Ma 25 lat, a zdążyła już trzykrotnie mieszkać poza granicami kraju, podczas wymiany studenckiej (Niemcy, Hiszpania) i projekcie wolontariackim (Boliwia). Najmłodsza z ośmiorga rodzeństwa.