Co o Jeżycjadzie myśli Jola Szymańska?

Co o Jeżycjadzie myśli Jola Szymańska?

Prawie 20 tysięcy fanów na Facebooku i 39 tysięcy subskrybentów na kanale Youtube. W rozmowie o Jeżycjadzie Małgorzaty Musierowicz Jola Szymańska opowiedziała o swoich doświadczeniach z lekturą. Dlaczego przeczytała całą serię i jak poczuła się kiedy pierwszy raz odwiedziła Poznań?

***

Kiedy po raz pierwszy sięgnęłaś po Jeżycjadę? I dlaczego?

Trzy lata temu, na początku 2016 roku. Miałam przeprowadzić wywiad z ojcem Pawłem Kozackim, prowincjałem polskich dominikanów i szukałam informacji na jego temat. Zerknęłam też oczywiście na Wikipedię – było tam napisane, że jest bohaterem powieści Małgorzaty Musierowicz „Kalamburka”. Zaintrygowało mnie to mocno, więc wypożyczyłam ją i przeczytałam. Ojciec Paweł jest tam co prawda tylko wspomniany, ale byłam pod takim wrażeniem książki, że zaczęłam czytać Jeżycjadę od samego początku. Oczywiście, w 5 klasie podstawówki czytałam „Kwiat kalafiora” jako lekturę szkolną. Ale wydawało mi się wtedy, że to takie „pitu pitu” dla dziewczyn. Byłam chłopczycą i nie interesowały mnie książki o miłostkach, bo tak je odbierałam. Nie rozumiałam, po co nam taka lektura.

Co wywarło na Tobie to ogromne wrażenie?

Ciepło, którego potrzebowałam i za którym tęskniłam. Ciepło, bliskość, zaufanie, prawdziwe relacje, otwartość ludzi na siebie nawzajem, zainteresowanie sobą nawzajem – to mnie najbardziej urzekło.

W treści, którą udostępniałaś na temat Jeżycjady, odwoływałaś się głównie do obrazu kobiety i matki. Czy czytając zwracałaś uwagę na obraz mężczyzny?

Rzeczywiście to dosyć marginalny wątek Jeżycjady. Tata Borejków jest wycofany. Sama nie miałam taty w domu, może dlatego nie przeszkadzało mi to w czytaniu. Tata, który jest, czyta książki, buduje jakiś tam kontakt z rodziną – już samo to robiło na mnie wrażenie. A z intelektualnością i wycofaniem Ignacego trochę się utożsamiałam. Wiem, co to znaczy uciekać w książki. Zauroczyła mnie relacja Mili i Ignacego. Szczególnie, kiedy w „Kalamburce” Ignacy, jako już starszy człowiek, bał się, że żona zostawi go dla przypadkowo spotkanego nad morzem, dawnego kolegi ze szkoły. Załamany rozpamiętuje wszystkie razem wypite kakałka, wspólne wieczory – wzruszyło mnie to. Można by się zastanawiać czy Ignacy nie mógł być bardziej skupiony na żonie, na córkach. Jest introwertykiem, ale jest też kochającą i wrażliwą osobą. Tak go zapamiętałam. Choć nie wiem, czy nie naklejam sobie na „Jeżycjadę” jakiś własnych obrazów.

Jeżycjada to „babska” seria czy nastolatkowie lub dojrzali mężczyźni też znajdą w niej coś dla siebie?

Pisali do mnie nastolatkowie i mężczyźni, którzy przeczytali i bardzo ją lubią. Choć głównymi postaciami są dziewczyny i kobiety, więc one pewnie prędzej odnajdą tam siebie. Podświadomie szukamy w literaturze utożsamień, inspiracji do codziennego życia, próby zrozumienia czegoś, co się w nim dzieje. O ile wzorów kobiecości i stereotypowo kobiecych dylematów jest w książkach Małgorzaty Musierowicz wiele, o tyle mężczyźni to w nich postacie drugo- lub trzecioplanowe. To seria dla wrażliwców, którzy chcieliby się odnaleźć w rzeczywistości bliskich relacji. Pewnie celna szczególnie dla tych wychowanych z kobietami i wśród kobiet. Ale kto wie, może się okazać, że jakiś facet z zupełnie patriarchalnego świata sięgnie po „Jeżycjadę” i się w niej zakocha.

Polecałabyś czytać od początku?

Niekoniecznie. Na początek proponowałabym „Kalamburkę”. Pewnie dlatego, że sama od niej zaczęłam. Jest ciekawa pod różnymi względami, sporo w niej wątków historyczno-społecznych, a jednocześnie tłumaczy, o co chodzi w rodzinie Borejków.

A gdyby ktoś chciał zacząć czytać od końca, od „Ciotki Zgryzotki” wydanej w 2018 roku?

Nie chcę jednoznacznie przekreślać „Ciotki Zgryzotki”. Z jednej strony cieszę się, że dzięki niej możemy „odwiedzić” Borejków, ale z drugiej – to już są zupełnie inne odwiedziny, u kogoś innego. Nie polecałabym zaczynać od tej części.

Znasz jakieś inne książki, które w podobny sposób ukazywałoby wspomniane przez Ciebie ciepło, wartości rodzinne?

Czegoś podobnego doświadczyłam w dzieciństwie czytając takie serie jak „Ania z Zielonego Wzgórza”, „Emilka ze Srebrnego Nowiu” czy „Domek na Prerii”. Jeżycjada jest czymś podobnym, tyle, że dla starszych dziewczyn. I dla kobiet.

Czym jest dla Ciebie kobiecość na tym etapie na którym jesteś teraz? I jaki wpływ miały lub mają na to książki Małgorzaty Musierowicz?

Z powodu moich braków potrzebowałam rodzinności i ciepła, które znalazłam w Jeżycjadzie. Miałam w ogóle problem, żeby uwierzyć, że rodzina może nie być czymś tragicznym, ale fajnym. Jeżycjada pomogła mi zracjonalizować mój zniekształcony negatywnie obraz. Ale ta sama Jeżycjada może też być ucieczką w świat nierealistycznych fantazji o tworzeniu własnej, idealnej, ciepłej rodziny. Można zamknąć się w ten sposób w idealistycznej bańce, w której wszystkie relacje tzw. „dobrych ludzi” są piękne, szlachetne, altruistyczne. Jeśli chodzi o to, na ile Jeżycjada wpłynęła na moją kobiecość, to mam problem z pojęciem kobiecości w ogóle. Jestem kobietą, ale nigdy nie nauczono mnie – i cieszę się z tego – że mężczyźni są tacy i tacy, a kobiety takie i takie. Takie podziały ciągle mnie dziwią. Rozumiem rozmowy o kobiecości w odniesieniu do wielkich kobiet, do np. Marii Skłodowskiej-Curie czy Virgini Woolf. Droga mężczyzn i kobiet historycznie wyglądała inaczej i warto o tym rozmawiać, uświadamiać się nawzajem. Ale na czym ma polegać moja własna kobiecość? Jestem kobietą, ale jestem przede wszystkim człowiekiem. Jestem feministką, zwolenniczką równouprawnienia – to postawa niezależna od płci. Wreszcie, jestem kobietą fizycznie i psychicznie, ale to właśnie jest „kobiecość”? Kiedyś wydawało mi się, że kobiecość to zwiewność, piękno. Ale przecież każdy chce być piękny. Nie tylko kobiety. Mężczyźni też. Stwierdzamy, że coś, np. piękno jest kobiece, a coś innego, np. siła jest męska. Ale to nieprawda. Dla mnie samej większą wartością jest siła, niekoniecznie fizyczna, niż piękno. Siła i mądrość. Siła może pochodzić z mięśni, ale może pochodzić z mądrości. Również piękno może być siłą. To złożone, filozoficzne pojęcia.

A jak zdefiniowałabyś piękno?

Piękno jest subiektywną wartością. Często infantylizowaną, spłycaną do zewnętrznego wyglądu człowieka. Są osoby bardziej i mniej na nie wrażliwe. Jedne postrzegają piękno bardziej stereotypowo, drugie bardziej symbolicznie. Jeden będzie się zachwycał rzeźbami Rembrandta, drugiego ucieszą modne spodnie i fryzura. Trzeci powie, że wszystko poza Warholem i Pollockiem to banał, a czwarty wzruszy się pięknem starego człowieka, który godzi się na własną śmierć.

Jola Szymańska w Poznaniu przy ul. Roosevelta 5

Niedawno po raz pierwszy przyjechałaś do Poznania. Byłaś między innymi przy ul. Roosevelta 5, gdzie mieszkają bohaterowie Małgorzaty Musierowicz. Jak się czułaś?

Jeśli chodzi o same Jeżyce, to przechodząc przez Most Teatralny skakałam z radości. Ale byliśmy też u dominikanów – minimalistyczny, piękny kościół. W Poznaniu bardzo spodobały nam się te wszystkie kawiarenki schowane w kamienicach, tego nie ma nawet w Krakowie. Czułam się więc w Poznaniu jak w takim „Krakowie-lux”, jeszcze lepszym.

Spotkałaś swoich widzów, czytelników?

Napisałam wcześniej na Instagramie, że będę, więc spotkaliśmy się w kilka osób. Usiedliśmy w kawiarence u dominikanów. Kiedy spotykam się z moimi widzami, mam wrażenie, jakbyśmy się już znali dobrze. To nigdy nie są obcy ludzie. Jesteśmy sobie bliscy, gdziekolwiek się spotkamy.

Masz plany na kolejną wizytę w Poznaniu?

Kolejnych planów nie mam, ale na pewno przyjadę. Dwa razy miałam w życiu tak, że przyjechałam do jakiegoś miasta i po prostu wiedziałam, że mogę tu zostać, że jestem u siebie. Pierwszym miastem był Kraków, a teraz poczułam to w Poznaniu.

***

Na zdjęciach Jola Szymańska,

udostępniono z prywatnego albumu.

Jola Szymańska – youtuberka i dziennikarka. Podejmuje tematy wiary i funkcjonowania Kościoła katolickiego, ale też uniwersalnych wartości i zdrowych relacji. Autorka kanału YT „Jola Szymańska”

Jola Szymańska – Youtube

Jola Szymańska – Facebook

Jola Szymańska – Blog

Jola Szymańska – Instagram