Kobiety z Panamy – obserwacje Wiktorii Pawłowskiej i Piotra Wypyszyńskiego

Kobiety z Panamy – obserwacje Wiktorii Pawłowskiej i Piotra Wypyszyńskiego

Jakie są kobiety z Panamy? O swoich wrażeniach i obserwacjach opowiedzieli Wiktoria Pawłowska i Piotr Wypyszyński, którzy w Panamie spędzili Światowe Dni Młodzieży.


***

Jakie jest Wasze pierwsze skojarzenie na hasło “kobieta z Panamy”? Zacznijmy od Wiktorii.

Wiktoria: Z całą pewnością mogę powiedzieć, że są ciepłe, otwarte i opiekuńcze. Mają inną mentalność niż my. I to nie tylko kobiety. Ale kobiety szczególnie. Od razu zostaliśmy nazwani ich dziećmi, siostrami, braćmi – po prostu częścią rodziny. Drugie skojarzenie to ilość jedzenia. Jeśli my nosimy w sobie stereotyp babci, która karmi pod korek, aż ci uszami wychodzi, to tam mają tak nawet młode Panamki.

A to przekłada się na ich wagę?

Wiktoria: Tak, zdecydowanie tak, są bardziej kształtne.

Piotr, Twoje pierwsze skojarzenie?

Piotr: Opiekuńczość. Miałem w sumie mały kontakt z rówieśnicami, raczej jednostkowy. Chodząc wieczorem po mieście, można było spotykać nastolatki w obcisłych ubraniach. Czasem „ekscytowały się” tym, że przyjechał biały facet z rudymi włosami.

Co to znaczy, że się ekscytowały?

Piotr: Przede wszystkim chciały sobie ze mną robić zdjęcia. Miałem też dosyć śmieszną sytuację. Przechodziliśmy z kolegą Patrykiem przez centrum handlowe. Podeszła do mnie rodzina – małżeństwo z dwójką dzieci i niemowlęciem. Rodzice zapytali się, czy mogę sobie zrobić zdjęcie z ich nastoletnią córką. No dobrze, zgodziłem się. Gdy chciałem już odchodzić, zapytali się czy mogę też z młodszym synem. No dobrze, zgodziłem się jeszcze raz. I w momencie kiedy już naprawdę chciałem odejść, na moim rękach wylądowało niemowlę. Zrobiono mi kolejne zdjęcia, a małżeństwo zaczęło udawać, że ucieka.

Wiktoria: Prawie mieliśmy pamiątkowe, panamskie dziecko.

Piotr: To pokazuje też ich otwartość. Patrząc na różnice kulturowe i etnograficzne, gdybym w Polsce spotkał – na przykład – czarnoskórego mężczyznę, nie dawałbym mu swojego niemowlęcia na ręce, żeby zrobić pamiątkowe zdjęcie.

Myślę, że rude włosy w Panamie to dużo więcej niż czarna skóra w Europie.  Opowiedzcie o rodzinach, które spotkaliście.

Wiktoria: Każdy z nas miał dwie rodziny. Mieszkaliśmy osobno, więc łącznie były cztery. Pierwszy tydzień byliśmy w Chitre, później w Panama City. Chitre miało 80 tysięcy mieszkańców, czyli wielkościowo takie Gniezno. Były tam cztery uniwersytety i kilkanaście szkół. Ale żeby nie odbiegać od tematu – było czuć, że to mniejsze miasto, między innymi przez bardzo ciepłe podejście do nas. Mieszkałam z koleżankami u Rubiellki, która prowadziła zakład pogrzebowy. Męża nie było, ale nie wiemy dlaczego. Rubiellka mówiła tylko po hiszpańsku. Uczyłam się podstaw hiszpańskiego, żeby powiedzieć np. “nie mam szklanki” lub “gdzie jest chleb?”, to był mój poziom komunikowania. Z pomocą przychodził i tak tłumacz Google. Rubiellka miała córkę Rubiellkę, o zdrobnieniu Ruby. Ruby miała 31 lat, mówiła po angielsku, studiowała w Stanach Zjednoczonych i też miała córkę – Adelę dla odmiany.  W ciągu roku nie ma ich przez 11 miesięcy, przyjeżdżają tylko na miesiąc w okolicach Świąt Bożego Narodzenia. Przypadało to akurat na okres, kiedy byliśmy w Chitre – również ich wyjazd. To zrozumiałe, że Rubiellka mając córkę i wnuczkę u siebie chciała ten czas maksymalnie wykorzystać. I że trochę go straciła przyjmując nas w gościnę. Ruby martwiła się, że kiedy wyjedzie, jej mama będzie sama i smutna. Razem z koleżankami, wieczory spędzałyśmy na koncertach w parku, ale tamtego wieczoru postanowiłyśmy, że zostaniemy z Rubiellką. Można powiedzieć ich językiem, że jedna córka wyjechała, ale trzy zostały. Rubiellka uczyła nas przyrządzać patacones, czyli takie placuszki z zielonych bananów – tradycyjną panamską potrawę. Te banany są zielone, mają spiczastą końcówkę, są w środku twarde jak ziemniaki i lekko słonawe. Kroi się je w grube plastry, potem smaży i z jednej i z drugiej strony, aż lekko zmiękną. Później trzeba je rozgnieść specjalną deseczką i dalej smażyć. Gatunek jest na tyle egzotyczny, że ciężko będzie to zrobić w Polsce. Ze zwykłych surowych bananów nie uzyskamy tego samego smaku. W każdym razie Rubiellka pokazywała nam też zdjęcia swojej rodziny, my swojej – wyszedł z tego bardzo ciepły, rodzinny wieczór.

Jaka była druga rodzina?

Wiktoria: Też była bardzo serdeczna i ciepła, ale mieliśmy mniej wspólnego czasu. W Chitre nie było specjalnego programu, w Panama City tak. Jak wychodziliśmy rano, to wracaliśmy późnym wieczorem. Mieszkałyśmy u Carlosa, którego ojciec też miał na imię Carlos, tak jak i jego bracia.

Rozumiem, że dziedziczenie imion po rodzicach to częsta praktyka?

Wiktoria: O tak, zresztą Piotr opowie ci o Jose. W każdym razie w tej mojej rodzinie była też żona Arianny i dwie córki, jedna 12, druga 16 lat. Mówiły po angielsku, więc nie było problemu z komunikacją. Była też kucharka, gospodyni.

Trafiłyście więc do bogatej rodziny?

Wiktoria: Właśnie niekoniecznie. Ciężko jest mi określić, jaki tam jest standard życia, gdzie się zaczyna bogactwo, gdzie się kończy bieda. Same domy wyglądają inaczej niż nasze. Dom, który u nas można uznać za poniżej norm społecznych, tam będzie ok. Jak jest dziura w dachu czy w ścianie, to im to nie przeszkadza. A bałagan? Żaden problem. Albo po prostu ja trafiłam do takich rodzin. Była tam w każdym razie gospodyni Marie Sol. Gotowała, robiła bardzo smaczne śniadania, ale była nieśmiała i nie znała angielskiego, więc nie rozmawiałyśmy za dużo.

Piotr, jakie rodziny Ty spotkałeś?

Piotr: Zauważam różnice między rodzinami w mniejszych i większych miejscowościach. W tych mniejszych mamy raczej do czynienia z rodzinami wielopokoleniowymi, pomimo tego że czasem rozbitymi. Ale i tak spotykają się ze sobą, łączą.  Jose, u którego mieszkałem w Chitre miał chyba trzecią żonę, ale dzieci z poprzedniego małżeństwa były z nim. Nie wiem czy to na czas obchodów centralnych, czy po prostu wokół mężczyzny kręci się rodzina w Panamie. Jose mieszkał też ze swoimi dwoma ciociami, kobietami w wieku 60-70 lat, które od razu kazały tak się do siebie zwracać. Nauczyły się tego słowa po polsku i powtarzały, że są “ciocias”. Jedna z nich przedstawiała nam swojego „chłopaka”. W Panama City mieszkaliśmy u starszego małżeństwa na emeryturze. Dzieci odchowane, jeden syn niestety zmarły po wypadku.

Widzę swobodne podchodzenie do tworzenia związków. Religia nie wpływa na zachowanie trwałości?

Piotr: Wszystkie te rodziny były katolickie. U Jose synowie z drugiego i trzeciego związku byli nawet ministrantami w kościele. Podejście do religii mają dość luźne. Msza z klaskaniem wyglądała jak impreza, ciężko sobie to wyobrazić, nie będąc na miejscu i nie czując tych emocji. Morze entuzjazmu, wszystko tam chodziło.

Wiktoria: Śmialiśmy się, że u nich to pewnie nawet pogrzeby są radosne, a na naszych weselach byłoby im smutno. Jesteśmy jako Europejczycy bardziej zamknięci. Nawet takie specjalne, entuzjastyczne Msze dla młodzieży, to pikuś przy tym co tam się działo. Przez pierwsze trzy dni byliśmy zresztą podekscytowani, ale potem zaczęliśmy trochę tęsknić za ciszą, powagą, spokojem.

Piotr: Zwróciliśmy też uwagę na to,  że nie ma stanów pośrednich. Wajcha w górę – jest impreza, wajcha w dół – jest grobowa cisza. Bo ta cisza  była na przykład w momencie wystawienia Najświętszego Sakramentu na Adoracji. Cisza jak za pomocą pstryknięcia. Skrajności.  Kwestia tego, że relacje są mniej trwałe, to nie jest raczej jakaś panamska dolegliwość. Chodzi bardziej o całą Amerykę Łacińską. Mają luźne podejście – nie wyszło to nie wyszło, idę dalej, próbuję dalej. Nie mają w sobie zbytnio zatroskania, przejęcia się swoimi problemami, skutkami decyzji. I to się też pewnie przekłada na budowanie związków.

Jak wyglądają Panamki, jak się ubierają? Piotr trochę wspomniał już o obcisłych ubraniach nastolatek.

Piotr: Tak i dopowiedziałbym, że ubierają się po amerykańsku. Jeansy i  t-shirt. Jest tam bardzo duży wpływ amerykański. Narodowy sport to baseball, wszędzie znajdziesz McDonald’s, KFC. Mają też dolary amerykańskie. A w swoje narodowe stroje ubierają się na tradycyjne uroczystości, na przykład wesela. 

Wiktoria: Tak, i tu ciekawostka. Panna młoda ma specjalny strój i nie jest to biała suknia. Męski garnitur też nie jest klasycznym, męskim garniturem.

Skąd o tym wiecie?

Wiktoria: Kilka sytuacji. Jedna dotyczy tego, że była para z Polski, która brała ślub w Panamie.

Piotr: Poznali się na poprzednich Światowych Dniach Młodzieży i w Panamie postanowili się pobrać, było o tym głośno.

Wiktoria: Druga sytuacja dotyczy parady, którą mogliśmy zobaczyć – z tradycyjnymi strojami. A pozostałe sytuacje dotyczą rozmów. Jesteśmy z Piotrem zaręczeni, więc wymienialiśmy się zwyczajami ślubnymi. Kiedy pytano nas o wesele i powiedziałam, że jak na polskie warunki będzie dość duże – 150 osób, to usłyszałam “150 osób? To ma być duże wesele? Duże wesele to 800 osób. U nas w Panamie to od 200 się zaczyna. 200 to jest małe wesele!”

Piotr: To także kwestia rejonizacji, rozmowy te były w Chitre. W Panama City są już bardziej nasze warunki.

Rozumiem, że w Chitre na wesele przychodzą rodzina, znajomi i znajomi znajomych…?

Wiktoria: Dokładnie, zresztą jak się zamawia taksówkę to nie podaje się adresu, tylko nazwisko rodziny. Nie mają ulic.

Piotr: Zgadza się, jak wyjeżdżaliśmy z Chitre z naszego mieszkania, to syn naszego Jose – też Jose – zamawiał taksówkę mówiąc tylko “Familia Rodriguez”

Przypomnijcie ile tam było mieszkańców…

Piotr: 80 tysięcy…

Wróćmy do dużych rozmiarów, obcisłych jeansów i t-shirtów. Duży wpływ amerykański nie powoduje, że Panamki chcą być szczupłe i piękne?

Wiktoria: Panamki nie mają kompleksów na punkcie rozmiaru. U nas każda dziewczyna ma jakiś kompleks – gdy tylko coś za bardzo będzie wystawało w spodniach. U nich nie. I ich facetom też się to podoba. One w ogóle niczym się nie przejmują, nie tylko wyglądem. Nie przejmują się też np. poczuciem czasu. Jeśli jesteś gdzieś spóźniona 15 minut, to po panamsku jesteś na czas. Jak na zaproszeniu masz napisane, że ślub jest o 16:00, to wszyscy wiedzą, że do kościoła trzeba przyjść na 17:00. Tak żyją. Zapraszasz kogoś na 18:00, to nie spodziewaj się, że przyjdzie przed 19:00. Jedyna sytuacja, co do której są punktualni według swoich zasad, to Msza święta. Spóźniają się wtedy tylko 15 minut, łącznie z księdzem, który tę Mszę odprawia.

Piotr: Pośpiech na tych mniejszych aglomeracjach nie jest w ogóle widoczny. Ludzie nie przejmują się niczym. Kierowcy nie trąbią dlatego, że się denerwują, ale dlatego, że pozdrawiają. Bo idzie jakiś kolejny znajomy znajomego, i to samo pół metra dalej. Na każdego trzeba zatrąbić, bo trzeba się przywitać.

Wiktoria: Inaczej się trąbi na kuzyna, inaczej na sąsiada. Ale w Panama City był też dodatkowy rodzaj trąbienie-wkurzenie. Trąbią też taksówki, jeśli chcą zasygnalizować, że są puste i mogą kogoś zabrać. Odnośnie edukacji w Panamie dodam jeszcze, że chociaż mają dużo szkół wyższych, to jeśli tylko kogoś stać, wysyłany jest na studia do Stanów Zjednoczonych. Po tych studiach wraca do Panamy. Carlos też był po studiach w Stanach. Mówił, że jeśli będzie taka możliwość, wyśle tam swoje córki. Ale życie w Stanach jest szybsze i bardziej stresujące, a oni się przecież niczym nie przejmują, więc trudno się dostosować.

Wiemy, że Piotr był już zjawiskowy, a ty jako dziewczyna wzbudzałaś zainteresowanie?

Wiktoria: Wieczorami z koleżankami przyciągałyśmy uwagę. Jedna z nas, Agata, była blondynką o bardzo jasnej karnacji. Ja też nie jestem szczególnie ciemna. Magda była najmniej atrakcyjna, bo nie dość, że ciemna, to jeszcze się opaliła na brązowo. Miałyśmy kolejki do zdjęć, koniecznie z fleszem, żeby na pewno wyjść biało.

Co jeszcze zaobserwowaliście u kobiet panamskich?

Wiktoria: Malują się inaczej niż Polki. Przejedziesz się tramwajem po Poznaniu i zwrócisz uwagę, że akcentowane są głównie oczy – np. za pomocą cieni, żeby wyglądały na większe. Panamki robią sobie dużo mniej makijażu, ale jak już się malują, to mają mocno zrobione brwi.

A nie mają tak z natury?

Wiktoria: No właśnie nie. Kiedy byliśmy w Panamie i napisałaś, że mamy przyglądać się kobietom, to zwróciłam na to uwagę. Odrobiłam zadanie domowe. Malują brwi i czasami kreski na powiece – ale i tak są inne niż kreski europejskie.

Piotr: Ja z  ciekawych obserwacji dodam jeszcze, że Panamki zaobserwowaliśmy jedynie w  jednoczęściowych strojach kąpielowych.

Wiktoria: Kąpią się nawet w takich specjalnych ubraniach. Może to kwestia tego, że wiedzą, że słońce potrafi dopiec. A białe dziewczyny z Europy myślą, że posmarują się filtrem i będzie dobrze.

Piotr: Jeśli temperatura powietrza wynosiła 30 stopni Celsjusza, to nie była dla nich ciepła pogoda. Jeśli woda miała 22 stopnie to już za zimno, żeby się wykąpać.

Jakie noszą fryzury?

Piotr: Nie ma też jakiś widocznych ekstrawagancji na ulicy. Nie spotyka się łysych kobiet albo z irokezami. Oczywiście są prawdopodobnie środowiska gdzie tak jest. Cała Panama była podporządkowana uczestnikom Światowych Dni Młodzieży, sprowadzono nawet wojsko z sąsiednich krajów, bo Panama nie ma swojego wojska. Wejście do niektórych dzielnic było zabronione. Stało wojsko lub policja.

Wiktoria: To jest też ciekawe, bo u nas kobiety często po pierwszym dziecku ścinają włosy. U nich nie – włosy są zawsze długie, przy czym starsze kobiety wiążą je.

A co Panamczycy wiedzą o Polsce?

Wiktoria: Jan Paweł II

Piotr: Robert Lewandowski

Wiktoria: I tyle.

Piotr: Nie wiedzieli nic o skokach narciarskich, ani o historii Polski. To była “niespodzianka”, że Polska przez 123 lata była zajęta przez sąsiadów.

Wiktoria: Byli też zaskoczeni, gdy tłumaczyliśmy, że obchodziliśmy 1050-lecie chrztu Polski, że jesteśmy państwem tak długo. Mieli jakąś tam świadomość, że jest Polska, bo przecież musieli się przygotować na naszą wizytę. Wiedzieli, że w Europie, ale gdyby mieli strzelać gdzie dokładnie…

Piotr: To powiedzieliby, że tam gdzie jest zimno. Luzmilla, nasz host z Panama City, jednego dnia stwierdziła, że my jesteśmy tacy smutni i stonowani, bo u nas zawsze jest zimno.

Wiktoria: Dostaliśmy w pakiecie polskim takie magnesy w kształcie Polski z barwami narodowymi. Kiedy daliśmy je w rodzinach, od razu było widać, że nie za bardzo wiedzą, w którą stronę to ułożyć. Pokazywaliśmy, że białe na górze, czerwone na dole.

Widziałam wasze zdjęcie z prezydentem, opowiedzcie na koniec jak do tego doszło. 

Piotr: Spotkaliśmy też pierwszą damę. Sprawiała wrażenie, jakby była w cieniu prezydenta, co w sumie nie jest niczym dziwnym, ale część naszej grupy namówiła ją na wspólne zaśpiewanie hymnu Światowych Dni Młodzieży.

Wiktoria: Prezydent co godzinę wyznaczał audiencję dla młodych obcokrajowców. Byliśmy cykory, ale nasza wspomniana koleżanka Magda powiedziała “Chodźcie, zrobimy sobie zdjęcie z prezydentem”. Mało było Europejczyków, a o tej godzinie z Polski byliśmy chyba tyko my, raczej byli tam młodzi z Kolumbii, Brazylii. Kiedy podchodziliśmy, powiedziano, że prezydent już się chowa. “Last photo, we are from Poland!” krzyknęliśmy. “From Poland? Yes! Last photo” – odpowiedział prezydent.


***

Na zdjęciu głównym Wiktoria Pawłowska i Piotr Wypyszyński,

wszystkie opublikowane pochodzą z prywatnych albumów.


Wiktoria Pawłowska – lat 23. Pochodzi z Wągrowca, obecnie mieszka w Poznaniu i studiuje dwa kierunki: Energetykę i Logistykę. W lipcu wychodzi za mąż za Piotra. Interesuje się literaturą i podróżami, ale obecnie cały swój czas i energię poświęca planowaniu wesela i pisaniu pracy magisterskiej. Ulubiona pizza to hawajska, a ulubiony film to „To właśnie miłość”.

Piotr Wypyszyński – Urodzony w Chodzieży, obecnie mieszka w Poznaniu. Absolwent energetyki na Politechnice Poznańskiej. Prywatnie zaręczony. Interesuje się kinematografią, literaturą, podróżami, sportem, językami obcymi i naukami ścisłymi. Jego ulubiona piosenka to Road Trippin, film Prestiż, książek niezliczona ilość z tymi autorstwa Lewisa, Patchetta, Kinga i Sapkowskiego na czele. Za najpiękniejsze miejsce na ziemi uważa Brugię.