„Dziewczyny opisują świat” – podsumowuje Lena Schimscheiner

„Dziewczyny opisują świat” – podsumowuje Lena Schimscheiner

Lena Schimscheiner – aktorka i performerka. Dubbinguje role filmowe, serialowe i bajki dla dzieci. Zagrała m.in. w nominowanym do Oscara filmie „Twój Vincent” w reżyserii Doroty Kobieli, „Ja, Olga Hepnarova” Petra Kazdy i Tomása Weinreba oraz „Samo się zagoi” Zuzanny Karpińskiej. Ma za sobą wiele ról teatralnych, a od kwietnia 2018 roku występuje w spektaklu „Dziewczyny opisują świat” (reż. Aleksandra Jakubczak) w Centrum Rezydencji Teatralnej Scena Robocza (ul. Grunwaldzka 22). Spektakl bazuje na oryginalnych pamiętnikach młodych dziewczyn i dotyka tego co najskrytsze. Na czym polega siła tych zapisków? I dlaczego wywołuje tyle emocji? Zapraszam do przeczytania rozmowy.

***

Jak znalazłaś się w obsadzie spektaklu “Dziewczyny opisują świat?”

Przyjaźnimy się z reżyserką, Olą Jakubczak. Poznałyśmy się dzięki naszej wspólnej znajomej – Magdzie Szpecht. Ola szukała performerki, która mogłaby pojechać z nią na festiwal Friday Island do Luksemburga. Zrobiłyśmy tam performans, który nazywa się Epic File i zauważyłyśmy, że mamy podobną wrażliwość, podobne postrzeganie sztuki. Tak zaczęła się nasza przyjaźń. Później Ola zaprosiła mnie do projektu – O Dziewczynach myślała już od dłuższego czasu. Kiedy tylko usłyszałam o tym pomyśle, powiedziałam, że absolutnie, wchodzę w to w ciemno! Poza mną, Ola szukała też innych performerek. Zorganizowała dla nich warsztaty z Kasią Sikorą i Zofią Krawiec. Z tych dziewczyn wybrała jeszcze do obsady Paulę i Cristinę.

Co Cię zaciekawiło w tym pomyśle, że powiedziałaś “absolutnie wchodzę w to w ciemno”?

Zainteresowało mnie to, że Ola chce pracować na pamiętnikach, które są poza wszelkimi hierarchiami. Na tak zwanym mięsie, czyli materiale najpiękniejszym, najbardziej czystym, obdartym z jakichkolwiek oczekiwań! Pamiętniki to cichy bunt przeciwko oczekiwaniom społecznym. Cicha forma, która pozwala na wszystko. Na ból, radość, zwątpienie, refleksje. Zawierają w sobie to, co najskrytsze, naznaczone osobistym doświadczeniem. Ale zainteresowało mnie też miejsce, czyli Scena Robocza. Miejsce, w którym nigdy nie pracowałam, a słyszałam o nim dużo dobrych rzeczy. Poza tym lubię Poznań, który jest dla mnie bardzo ważny – zostawiłam w tym mieście dużo wspomnień. Przyciągnęło mnie również to, że Olka wymyśliła poszukiwania pamiętników i zaprosiła mnie do wspólnego czytania. To było dla mnie ciekawe, że mogę przyjechać na kilka dni, posiedzieć i poczytać, zobaczyć co dostałyśmy. Jak już do tego doszło, to rzeczywiście, był to bardzo magiczny czas. Nie było w tym żadnych oczekiwań, dałyśmy sobie przyzwolenie, żeby odkrywać, sprawdzać co nas tak najbardziej dotyka w tych zapiskach.

Co było najtrudniejsze w trakcie przygotowań?

Wydaje mi się, że najtrudniejsze było wybranie z tych pamiętników pewnej esencji. Materiału, który będzie pigułką tych 30 zeszytów. Bo w każdym z nich była ogromna głębia, wrażliwość, czułość. Przygotowania trwały około miesiąca. Sama praca researchowa to było około tygodnia czasu. Tydzień rozmów, warsztatów, ćwiczeń performatywnych, wchodzenia w klimat. Olka mówiła nam jak to sobie wyobraża. Potem trzy tygodnie pracy na scenie, przy układaniu scenariusza. Stworzenie trzonu scenariusza należało do Oli, natomiast można powiedzieć, że pracowałyśmy kolektywnie. Miałyśmy też trudność z chronologią – jak to wszystko ułożyć. Nasza instalacja performatywna składała się z tak zwanych części, przeplatających się rozdziałów. Chciałyśmy, żeby to przechodziło jedno w drugie. Najpierw świat dziecięcy, świat tajemnic, trochę takiego przedszkola. Potem przejście w społeczno-polityczne poglądy, w pierwszą miłość, “pierwszy raz”, kłótnie z rodzicami i tak dalej. Trudno było to skromnie i płynnie ułożyć. Sprawić, że widz będzie trwał w jakiejś opowieści, że uruchomimy w nim wspomnienia jego własnej młodości.

A co było najtrudniejsze już w trakcie realizacji?

Złapanie kontaktu z widzem. Chociaż nie wiem czy to było najtrudniejsze, ale na pewno było najważniejsze. Jak się okazało po premierze i po pierwszym secie, ten kontakt był i to bardzo silny. Opowiadamy podczas spektaklu wspólną historię, tworzymy wspólną przestrzeń do refleksji i dialogu. Bardzo nam zależało, żeby to się udało. Żeby oddać głos tym dziewczynkom z pamiętników.

W ostatniej części, kiedy ten kontakt z widzem był najsilniejszy, kiedy rozdzieliłyście się, żeby w mniejszych grupach czytać razem pamiętniki, można było zauważyć reakcje emocjonalne w postaci łez. Czy tak było za każdym razem, kiedy występowałyście?

Tak, w większości tak.

Jak myślisz, dlaczego? I czy to było Wasze założenie: spróbujemy zadziałać na emocjach?

Każda sztuka performatywna wzbudza pewne emocje. My się nie spodziewałyśmy, że ten projekt wzbudzi aż takie! To zasługa pamiętników samych w sobie – niesamowicie czysta, emocjonalna forma. Poruszane w nich tematy były absolutnie prawdziwe i dlatego każda kobieta będąca na spektaklu, mogła to poczuć. Kiedyś każda z nas była taką dziewczynką, która strasznie nadmiernie przeżywała swoje emocje, która bardzo chciała mieć tę cząstkę siebie gdzieś przelaną, oddaną! Niektóre pisały, a te co nie pisały, to śpiewały przed lustrem piosenki, do dezodorantu, który trzymały w ręce. Jeszcze inne krzyczały, trzaskały drzwiami, uciekały z domu, wchodziły w świat imprez czy chłopaków. Każda z nas przechodziła przez coś takiego, choć ten proces wyglądał u każdej zupełnie inaczej. Każda osoba, która przychodzi na spektakl ma więc przyzwolenie, żeby przeżyć to wszystko jeszcze raz, żeby się z nami połączyć. Nie tylko my performujemy, ale każda z osób, która jest na spektaklu ma prawo performować. Dlatego na końcu jest zabieg oddania pamiętnika komuś kto jest obok nas. Żeby ten człowiek obok nas też mógł przeczytać, oddać głos tym dziewczynkom! O to nam chodziło. I właśnie dlatego pamiętniki wzbudzają radość, śmiech, wzruszenie. To stworzyło jednocześnie bardzo nagłą, małą, integralną społeczność. I to nie dotyczy tylko kobiet. Mój tata przyjechał na premierę i też to czuł. Potem strasznie się popłakał i powiedział, że mi za to dziękuje – bo teraz widzi o co chodzi. Mam 10-letnią siostrę, więc powiedział: dziękuję, bo teraz widzę ile jest w takiej małej osobie. Ile jest czystego piękna, które potem, z biegiem lat, poprzez to, że poznajemy świat i wchodzimy w różne schematy, ucieka. To piękno ucieka.

Kiedy Cię słucham, wracam do tych przeżyć ze spektaklu. Dla mnie także bardzo silnych. Dużo już na ten temat powiedziałaś, ale gdybyś miała krótko podsumować: Na czym polega siła dziewczęcych pamiętników?

Na tym, że może ona stworzyć piękne rzeczy i przezwyciężyć straszne rzeczy. Ma nieprawdopodobnie ogromną moc!

Dziewczyny opisują świat. Lena Schimscheiner. Fot. Jędrzej Nowicki

Osobiste emocje pomagają czy przeszkadzają aktorowi w grze?

Powiem szczerze, że zawsze staram się prowadzić rolę czy postać przez siebie. Uważam, że jeżeli reżyser powierza mi zadanie i wierzy w to, że ja daną postać zagram, to znaczy, że mi ufa i widzi we mnie część tej postaci. Jeżeli chodzi o projekty teatralne, które są dla mnie bardzo silne, czyli np. Dziewczyny opisują świat, In Dreams Begin Responsibilities Magdy Szpecht czy Wyspiański Wyzwala Małgosi Warsickiej, to proces powstawania polega na tym, że zapraszają mnie osoby, które znam – reżyserki, z którymi się przyjaźnię. One wiedzą, że jestem w stanie uzyskać efekt, o który im chodzi. Oli w Dziewczynach chodziło o to, żeby poprzez moją osobę, poprzez Lenę, oddać głos kilkunastu innym dziewczynom. Jako Lena też przeżywałam te emocje i nadal je przeżywam. Jestem aktorką, więc mam w sobie bardzo dużo emocji, które czasami bardzo ciężko jest mi utrzymać. Ola wiedziała, że jeżeli da mi ten głos, uzyska rodzaj bardzo mocnej prawdy. Dlatego, jeżeli chodzi o osobiste emocje, to wydaje mi się, że w przypadku tego akurat projektu, pomagają, ponieważ są silne i mocno związane z tą przeszłością dziewczeńską. Powiem więcej: te emocje nie tylko pomagają temu projektowi, ale też mnie samej. Czasami oczywiście, jeżeli emocji jest za dużo, a reżyser chce uzyskać efekt odwrotny, to przeszkadzają. Trzeba się ujarzmić, trzeba szukać jakiejś innej drogi. Na przykład u Magdy Szpecht we wspomnianym projekcie In Dreams chodziło bardziej o to, żeby być nośnikiem tekstu. Tak jak mamy przekaz filmowy, muzyczny, tekstowy, tak mamy też aktora jako performera – kolejny nośnik, jestem narzędziem.

A jak odebrała Wasz spektakl męska część widowni?

Na ostatnim secie był Dominik Więcek, który bierze udział w spektaklu Bromance – to też produkcja Sceny Roboczej. Dominik jest tancerzem z Teatru Tańca. Przyszedł na Dziewczyny i napisał później coś bardzo pięknego. Napisał, że ta opowieść go wzruszyła, że to nie jest tylko dziewczyńskie, ale też chłopięce. Tylko, że chłopcy, i to jest smutne w naszym społeczeństwie, nie czują i nie mają przyzwolenia na to, żeby o tym mówić. W spektaklu Bromance oni to łamią. Dominik podczas odbioru Dziewczyn śmiał się, płakał i paradoksalnie znalazł w tych tekstach dużo siebie. Podobne słowa powiedział przyjaciel Oli Jakubczak. Powiedział, że spektakl jest o kształtowaniu świata nie tylko kobiet, ale i mężczyzn. To pokazuje uniwersalizm. W pierwszej scenie Dziewczyn jest historia dziewczynki, która głęboko nas wzruszyła. To był pamiętnik ośmiolatki. Płakałam jak bóbr, gdy go czytałam po raz pierwszy, była w nim niesamowita głębia. Są wakacje, a ona siedzi sama u siebie w domu i obserwuje okno w pokoju. Patrzy na samoloty i pisze o tym. Równie dobrze to mogłabym być ja, to mógłby być Dominik, to mogłabyś być ty czy mój tata. Ktoś kto nie miał się z kim bawić podczas wakacji, siedział i pisał o samolotach lub burzy – z nudy, z samotności. Każdy z nas przechodził w życiu moment, kiedy był po prostu sam. Patrzył w okno i strumień świadomości płynął. Czy to był strumień świadomości bardzo dziewczęcy, bardzo kobiecy czy męski – każdy może się z tym utożsamić…

Wspomniałaś, że w Poznaniu zostawiłaś kiedyś dużo wspomnień. Opowiesz o nich coś więcej?

Ja Poznań uwielbiam! Czuję się w Poznaniu wspaniale. Uwielbiam miasta, które mają w sobie dusze, klimat. Poznań to ma. Spędziłam tu wspaniałe chwile. Zakochałam się kiedyś w chłopaku z Poznania i został mi sentyment do tego miasta. Praca przy projekcie Dziewczyny opisują świat była chyba jedną z najważniejszych jakie dotychczas wykonałam. Cieszę się, że mogłam spotkać w tym mieście wspaniałe osoby. Dzięki Scenie Roboczej wytworzyłyśmy totalnie magiczną przestrzeń. Mówię o dziewczynach pracujących przy projekcie, jak i o dziewczynach ze Sceny Roboczej – np. o naszej producentce Oli Kołodziej. Razem z nią, z Olą Jakubczak, Paulą, Cristiną, Karoliną i Janą stworzyłyśmy bardzo silną, dziewczyńską moc. Zakochałam się w tych dziewczynach, stały się dla mnie taką bańką bezpieczeństwa. Dzięki Oli Jakubczak stworzyłyśmy małą rodzinę. Ja do Poznania nie jadę, ale biegnę szpagatami! Czuję się tam jak w domu. Z chęcią jeszcze zrobię coś fajnego w Poznaniu, wierzę w to. Wierzę, że ludzie w Poznaniu są niesamowicie otwarci i chętni do pracy twórczej. Ale nie takiej pracy, że mamy czwartą ścianę i przychodzi widz. Myślę o pracy kolektywnej, bardzo performerskiej, pokazującej ważne sprawy, opowiadającej historie. Pracy, która da głos, powie o tym co nas przejmuje, co cieszy, co smuci. Taka praca mi się marzy i myślę, że w Poznaniu będę miała okazje to zrobić.

Dziewczyny opisują świat. Lena Schimscheiner, Paula Głowacka, Cristina Ferreira. Fot. Jędrzej Nowicki

Dwa ważne słowa – „dziewczyna” i „kobieta”. Czym się różnią? Słuchałam wywiadu z Aleksandrą Jakubczak na portalu Kultura u Podstaw. Mówiła, że podczas dyskusji o kobiecości, nie utożsamiałyście się z kobietą. Kim więc jest kobieta?

W naszym projekcie pokazałyśmy proces budowania tożsamości kobiecej, ale też dziewczęcej. Tożsamość kobieca rodzi się z tej dziewczęcej i przez lata ewoluuje. W czasie pracy nad projektem faktycznie rozmawiałyśmy o tym i to jest ciekawe, że żadna z nas nie czuje się kobietą, mimo, że jedna ma męża, druga od lat jest w związku, trzecia ma jakieś inne, kobiece rozterki. Każda przechodzi jakąś ważną drogę, ale żadna z nas nie powiedziała wprost: tak, czuję się kobietą. Nie rozwiązałyśmy tego tematu, wisiał w powietrzu. Wydaje mi się, że różnicy tak naprawdę nie ma. Zastanawiałam się nawet nad tym ostatnio – już poza aspektem Dziewczyn. Mam siostrę, która ma 10 lat i mamę, która ma 52. Ja mam 27. Mamy więc dziecko-dziewczynkę, mamy młodą, dojrzewającą kobietę, czyli mnie i mamy moją mamę, czyli dojrzałą kobietę. Jak jesteśmy w trójkę i czasami sobie gadamy, to moja Adelka ma problemy z koleżankami w szkole – kłócą się, że jedna drugiej zabrała kredkę albo nazwała głupią. Z pozoru to się może wydawać prozaiczne, natomiast dla niej jest to faktycznie problem. I to jest problem, o którym trzeba rozmawiać. Jest tak samo ważny jak dla mnie rozterki miłosne albo dla mojej mamy problemy kobiety dojrzałej. Jeżeli rozmawiamy wszystkie trzy, to traktujemy się na równym poziomie. W tym momencie nie ma więc dla mnie prawie żadnej różnicy pomiędzy dziewczęcością a kobiecością. Jedno co widzę, to różnica w energii. Jak moja siostra się cieszy, to się cieszy tak, że skacze pod sufit. Jak płacze, to leży na ziemi i lecą jej łzy krokodyle. Wydaje mi się, że różnica jest w głębi przeżywania. Przed Dziewczynami brałam udział w projekcie Zatoka Suma w Teatrze Ochoty i tam też poruszaliśmy temat kobiecości. To było na podstawie książki Jadwigi Rodowicz Pięć wcieleń kobiety w teatrze Nō, pokazywaliśmy kobietę w różnych sytuacjach. Rozmawialiśmy o kobiecości przez dobry tydzień zanim zaczęły się próby. Tak jak w Poznaniu. I to są nieprzeliczone rozmowy, niekończące się inspiracje. Tyle jest definicji, ile jest kobiet.

Lena, a czy Ty pisałaś pamiętniki?

Tak

Ale nie znalazły się w projekcie Dziewczyn?

Znalazły. Na końcu każda z nas czyta pamiętnik. Ten, który czytam ja, to właśnie mój pamiętnik.

Byłam w grupie osób, z którą czytałaś! Zapamiętałam te fragmenty, bo skojarzyłam je ze spotem. Zastanawiałam się kim mogła być dziewczyna, która to napisała. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek się dowiem…

Tak, to były moje słowa.

Czy na ten najbliższy rok masz plany zawodowe, o których chcesz powiedzieć?

Poprzedni rok był dla mnie taki, że w zasadzie nie wychodziłam z pracy. Nie miałam nawet czasu pomyśleć nad kolejnym. Poleciałam z falą! Jestem freelancerem i aktualnie dużo pracuję lektorsko i dubbingowo w Warszawie – dlatego mieszkam w tym mieście. Na pewno pojeżdżę trochę zagranicę, bo jestem również pilotem wycieczek turystycznych. Planuję jeszcze dłuższą, samotną podróż w egzotykę. Skupię się być może w tym roku na stworzeniu jednego projektu performatywnego, który od dawna chodzi mi po głowie.

Opowiedz nam na koniec coś o szkole teatralnej. Jakie masz wspomnienia?

Zaczęłam szkołę teatralną już po maturze, więc miałam 19 lat. Byłam bardzo młodą osobą. Pamiętam, że miałam takie pokłady energii i chęci do działania jak nigdy wcześniej. Wszystko przelewałam na zajęcia. Na scenie, w piosenkach, w wierszach. To było bardzo piękne. Miałam zajęcia ze wspaniałymi pedagogami, którzy inspirowali. Każdy z nich uczył inaczej i z biegiem czasu czuję, że z każdej z tych metod korzystam, każdy coś do mojej aktywności wniósł. Ze szkoły teatralnej pamiętam rodzaj ogromnego poświęcenia i silną grupę. Było nas 11, byliśmy bardzo zżyci. Część przyjaźni została do dziś. Spędziliśmy ze sobą taki czas, który był rodzinny i emocjonalny. Szkoła była jak dom! Zaczynaliśmy zajęcia o 8:00, a niejednokrotnie kończyliśmy je o 24:00. Czasami to były weekendy, święta. Siedzieliśmy razem i pracowaliśmy. Spędzałam z nimi więcej czasu niż ze swoją rodziną – mimo, że tak jak moja rodzina byłam wtedy w Krakowie. Jedliśmy razem, płakaliśmy razem, pociliśmy się razem. To było dla mnie niesamowicie ważne, ta praca kolektywna, przyjaźń bezwarunkowa, poświęcenie dla sztuki. Ważny był także kontakt z reżyserami. Mieliśmy wydział reżyserii, z którym pracowaliśmy. Później miałam okazję spotkać się z tymi ludźmi już poza szkołą, w pracy teatralnej – np. z Magdą Szpecht, Grzegorzem Jaremko, Kubą Skrzywakiem, Gosią Warsicką. Kontakty zostają i cieszę się, gdy takie osoby obdarzają mnie zaufaniem.

***

Na zdjęciu Lena Schimscheiner

Fot. Maciej Wypiór

 

Lena Schimscheiner – Teatr towarzyszy jej od zawsze. Jako niemowlę leżała w kojcu w garderobie Teatru Ludowego. W 2015 roku ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie, po której jako aktorka zadebiutowała w spektaklu „Skórka pomarańczowa” reżyserii Małgorzaty Warsickiej w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie. Aktywnie uczestniczy w projektach performatywnych i dubbingowych. Ludzie, spotkania, koncerty, festiwale, kino, biwaki, góry, spacery – nie usiedzi w miejscu. Jeśli ma wolne, to bierze plecak, pakuje go i godzinę przed wyjazdem planuje miejsce do którego pojedzie. Pracuje jako pilot i rezydent wycieczek turystycznych w biurze podróży. Wysyła w świat dobrą energią i ma szczęście do dobrych ludzi. Obecnie mieszka w Warszawie.

___________________________________________

Spektakl „Dziewczyny opisują świat”
Centrum Rezydencji Teatralnej Scena Robocza
Reżyseria: Aleksandra Jakubczak
Premiera: 27.04.2018 r.

Zamieniam się w słuch: Aleksandra Jakubczak. Z reżyserką spektaklu rozmawiała Martyna Nicińska (Kultura u Podstaw)