O łacinie i kulturze klasycznej opowiada dr Katarzyna Ochman

O łacinie i kulturze klasycznej opowiada dr Katarzyna Ochman

Hipoteza „szóstego renesansu” to koncepcja, według której za sprawą rewolucji technologicznej następuje obecnie odrodzenie nauk klasycznych. Piąty renesans rozpoczął się w XVI wieku na fali wynalazku druku, co całkowicie zrewolucjonizowało życie kulturalne. Były też wcześniejsze renesanse, które wiązały się zawsze z innowacjami technologicznymi. Wielu badaczy zauważa, że w ostatnich latach dzięki rozwojowi Internetu rozpoczyna się kolejna rewolucja filologiczna. Skype, Facebook, Youtube, Twitter umożliwiają m.in. międzynarodową komunikację również między pasjonatami kultury klasycznej. Nie ma tygodnia, by w Internecie nie pojawił się nowy podcast czy vlog nagrywane przez młodych ludzi – i to często posługujących się nienaganną klasyczną łaciną! O znaczeniu łaciny wczoraj i dziś, o jej miejscu w obecnej reformie edukacji i o klasycznych autorach, których warto czytać, opowiada pani Katarzyna Ochman, prezes Polskiego Towarzystwa Filologicznego.

***

Czym jest Polskie Towarzystwo Filologiczne?

To instytucja założona w 1893 roku we Lwowie, której celem jest dbanie o rozwój kultury klasycznej w Polsce. PTF od początku swego istnienia troszczy się o nauczanie języków klasycznych: łaciny i starożytnej greki. Historia naszej działalności to cała epopeja bojów z ministerstwami, z systemem edukacyjnym. Szczegółowe informacje są na stronie www.ptf.edu.pl – zachęcam wszystkich do odwiedzania.

Czy może nam Pani przybliżyć problematykę nauczania łaciny w szkołach? Jak to wygląda dzisiaj? Jak to wyglądało kiedyś? I jaka jest perspektywa na przyszłość?

Obecnie łacina jest wyrugowana prawie do zera. Monitorujemy sytuację i bardzo dramatyczne okazały się ostatnie lata. W Polsce każdy rząd, niezależnie od tego czy jest z lewa czy z prawa, chce przeprowadzić swoją własną reformę edukacji. Paradoksalnie, w czasach komunistycznych nie było jeszcze aż tak strasznie z łaciną, jak mogłoby się wydawać. Łaciny uczyło się około 30% licealistów. W socjalistycznym państwie polskim system edukacji został na dziesięciolecia zabetonowany i nie podlegał żadnym istotnym zmianom. Mam na myśli okres od lat 60-tych do 1989 roku. Od 1989 roku łacina była już konsekwentnie usuwana ze szkół przy każdej okazji – przez zmniejszanie ilości godzin i utrudnienie dyrektorom wprowadzenia tego przedmiotu do planu zajęć. Największy cios zadała łacinie reforma edukacji wprowadzona w 2007 roku.

Na czym polegała?

Zazwyczaj mamy takie wielkie reformy jak np. wprowadzenie gimnazjów czy likwidacja gimnazjów, cała Polska żyje reformą edukacji! W 2007 roku wprowadzono bardzo głębokie, ale ciche zmiany. Wprowadzono je w dodatku wraz z wejściem konkretnego rocznika do szkół, nie dotyczyły wszystkich uczniów, dlatego niewiele osób miało świadomość, że wprowadzana jest tak istotna reforma. Skutki rozporządzenia z 2007 roku w statystykach licealnych widoczne są od 2012 roku. Usunięto możliwość nauczania łaciny w zakresie podstawowym, zlikwidowano również maturę z łaciny na poziomie podstawowym. Od tamtej chwili można więc uczyć się łaciny wyłącznie w zakresie rozszerzonym i tylko na tym poziomie zdawać maturę. To jest fikcją na co najmniej kilku poziomach. Po pierwsze, w samej nazwie „zakres rozszerzony”. Co się tu tak naprawdę rozszerza, skoro uczeń nie ma wcześniej żadnego kontaktu z tym przedmiotem w zakresie podstawowym? Druga fikcja – ma to być przedmiot realizowany w zakresie rozszerzonym, ale godzin jest niewiele: 240 godzin przez 3 albo 4 lata. Wyobraź sobie, że nie znasz angielskiego i jedziesz do Stanów Zjednoczonych na 24 dni. Każdego dnia masz ok. 10 godzin kontaktu z językiem, czyli łącznie 240 godzin. Ale z jaką znajomością języka wracasz? Czy to można nazwać zakresem rozszerzonym? Matura z łaciny polega na tłumaczeniu tekstu literackiego, zatem wyobraźmy sobie, że po 24 dniach kontaktu z obcym językiem mamy zabrać się za tłumaczenie tekstu.

Czy w związku z tym wyniki matur są niskie?

Nie, są w większości świetne. Uczniowie, którzy podchodzą do matury z łaciny, są bardzo zmotywowani, uczą się sami, lub nauczyciele pracują z nimi po godzinach, bez wynagrodzenia. Niestety, ostatnio statystyki wyników matury z łaciny nieco się pogorszyły, ale powód jest paradoksalny: podchodzą do niego uczniowie, którzy nigdy nie uczyli się łaciny na serio! I zaniżają statystyki uzyskując po kilka–kilkanaście procent punktów. Teraz jest tak, że matury z dodatkowych przedmiotów nie można oblać. Nawet jeżeli masz 5% punktów z danego przedmiotu na maturze, a przedmiot ten liczy się w rekrutacji na studia, to możesz zgłosić ten wynik w rekrutacji i uzyskać dodatkowe punkty. Są więc uczniowie, którzy podchodzą do matury z łaciny właściwie bez przygotowania, bo chcą podwyższyć swój wynik rekrutacyjny o te kilka procent. Nasz Instytut Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych na Uniwersytecie Wrocławskim zajmuje się tradycyjnie łaciną, greką starożytną, językami śródziemnomorskimi, kulturą Indii, a od jakiegoś czasu mamy też pod swoim dachem studia dalekowschodnie: filologię chińską i koreańską. W rekrutacji na te bardzo oblegane kierunki brana jest pod uwagę matura z łaciny, która ma bardzo wysoki przelicznik – w związku z tym niektórzy sprytni kandydaci na koreanistykę i sinologię podchodzą do matury z łaciny, nawet jeśli się jej wcześniej nie uczyli, albo uczyli się tylko trochę. Obawiamy się trochę tego, co powie Centralna Komisja Egzaminacyjna za kilka lat, gdy zobaczy statystyki. Rozkład wyników maturalnych wygląda tak, że jest dużo na bardzo niskim poziomie i dużo na wysokim – 80–90%. Wychodzi z tego mało imponująca średnia. To może skutkować propozycją usunięcia matury z łaciny. Zdaje ją teraz ok. 200 osób w Polsce.

Nauka łaciny w zakresie rozszerzonym – czyli według propozycji MEN – jest już możliwa tylko w dwudziestu sześciu szkołach. Ministerstwo w oficjalnych dokumentach chlubi się, że szkół oferujących naukę łaciny jest ponad 250, ale w większości z tych szkół łacina to przedmiot dodatkowy w ramach tzw. „godzin dyrektorskich”, obejmujący np. jedną godzinę w tygodniu przez rok! Ci uczniowie nie realizują nawet ministerialnej podstawy programowej do oficjalnego przedmiotu „Język łaciński i kultura antyczna”, tylko bardzo okrojony program autorski opracowywany przez nauczyciela.

Jak wspominałam, do 1989 roku łaciny uczyło się ok. 30% licealistów. W tej chwili liczba ta spadła do ok. 2%. Ze zmianą z 2007 roku jest jeszcze jeden problem: wprowadzono ograniczenie polegające na tym, że uczeń liceum mógł wybrać od 2 do 4 przedmiotów rozszerzonych. Wiele samorządów nie chciało finansować czwartego przedmiotu, więc większość szkół poprzestawała na trzech, ale łacina – tam gdzie się jeszcze uchowała – była często oferowana właśnie jako ten czwarty przedmiot rozszerzony – np. finansowany przez radę rodziców albo przez prywatnego sponsora. W 2017 roku wprowadzono korektę – można teraz wybrać tylko od 2 do 3 przedmiotów rozszerzonych. Jakie przedmioty rozszerzone wybierają uczniowie? Oczywiście takie, które zdają potem na maturze. Np. uczeń o zainteresowaniach humanistycznych wybierze rozszerzony język polski, rozszerzony język obcy nowożytny i historię lub wiedzę o społeczeństwie, w zależności od wyboru kierunku studiów. Nie ma tu już miejsca na naukę łaciny! Nawet jeśli uczeń jest zdolny i dałby radę uczęszczać na zajęcia z łaciny, to administracyjne ograniczenie nie pozwala mu wybrać tego przedmiotu, bo są tylko trzy miejsca na podium. Łacina pozostaje więc właściwie tylko dla pasjonatów, którzy już w wieku 15 lat wiedzą, że chcą ją zdawać na maturze (np. zamiast historii czy geografii). Oczywiście przedstawiciele Ministerstwa mówią: przecież uczniowie mają możliwość wyboru! Ale co to za wybór? Wybrać łacinę oznacza zrezygnować z jakiegoś innego, ważnego przedmiotu, którzy pomoże mi dostać się na dobre studia – abstrahując nawet od tego, że łacina w tym tzw. „zakresie rozszerzonym” jest dostępna zaledwie w dwudziestu kilku szkołach w całej Polsce! W tak dużych miastach jak Poznań czy Wrocław nie ma już ani jednej takiej szkoły. A przecież łacina powinna być przedmiotem – jeśli nie obowiązkowym – to przynajmniej bardzo łatwo dostępnym dla każdego chętnego ucznia, który chce stać się bardziej kulturalnym człowiekiem.

No właśnie – po co uczyć się łaciny? Oprócz tego, że można poczuć się bardziej kulturalnym człowiekiem?

Jest taki mit, że jeżeli inwestujemy w łacinę, to będziemy gorszymi inżynierami, że będzie gorzej z naszą wiedzą techniczną. Ten argument można obalić wskazując na naszych zachodnich sąsiadów. W Niemczech w latach 60 i 70-tych na fali nowych ruchów kulturowych sytuacja łaciny pogarszała się. Jednak pierwszą rzeczą, które zrobił rząd po zjednoczeniu Niemiec na początku lat 90-tych było chwycenie twardą ręką upadającej kultury klasycznej i wprowadzenie obowiązkowej łaciny dla wielu grup uczniów w gimnazjach i liceach. W Niemczech uczy się łaciny ponad 30% uczniów i liczba ta stale rośnie. Praca dla nauczycieli łaciny leży tam na ulicy. Przykład kraju, który jest liderem w dziedzinie technologii i kształci najlepszych inżynierów na świecie, pokazuje, że znajomość łaciny na pewno nie przeszkadza, a kto wie czy nie pomaga w rozwoju technologicznym.

Ale są też inne powody, które można wskazać jako odpowiedź na pytanie „po co uczyć się łaciny”. Zanim o nich porozmawiamy, muszę zrobić dygresję na temat metod nauczania. Większości osób łacina kojarzy się z gramatyką. Tabelki, końcówki, uczenie się na pamięć odmian i tak dalej. Te metody, podkreślmy to, to są metody „tradycyjne”, ale tylko w porównaniu z dzisiejszymi metodami języków nowożytnych. Kiedyś języka angielskiego też przecież uczono metodami „tabelkowymi” i odtwórczymi, w latach 50-tych i 60-tych, a nawet później. Dydaktycy poszli oczywiście po rozum do głowy i zobaczyli, że metody komunikacyjne, interaktywne, immersyjne przynoszą lepszy efekt. Nauczyciele języków klasycznych, w których nie za bardzo da się z kimś porozmawiać, zostali przy metodzie gramatyczno-tłumaczeniowej. Metodę tę nazywa się „tradycyjną”, ale ona jest właściwie całkiem nowa! Liczy sobie nie więcej niż 200–250 lat – powstała w czasach Oświecenia. Wcześniej łaciny uczono metodami komunikacyjnymi! W XVII wieku chłopiec, który miał 9 czy 12 lat, chodził do szkoły, w której lekcje matematyki, historii i geografii odbywały się po łacinie. Celem nauczania języka łacińskiego od starożytnego Rzymu do początku XIX wieku była komunikacja, a więc był to ten sam cel, jaki dziś towarzyszy nam przy nauce np. języka angielskiego. Idę na lekcję języka angielskiego i przygotowuję się do tego, żeby uczestniczyć w życiu kulturalnym po angielsku. Oczywiście, jeśli mam takie ambicje intelektualne – ambitny uczeń chce obejrzeć dobry film po angielsku, poczytać książkę po angielsku, wyjechać do anglojęzycznego kraju i spotkać tam ciekawych ludzi. Komunikacja na wysokim poziomie intelektualnym jest tutaj celem i taki był również cel nauczania łaciny przez 1800 lat! Odpowiedź na pytanie, dlaczego w XIX i XX wieku to się zmieniło, to bardzo złożony problem i temat na inną rozmowę. Tymczasem dość powiedzieć, że metoda gramatyczno-tłumaczeniowa wydaje się dzisiaj być „wypadkiem przy pracy” w historii metodyki nauczania języków. Nauczyciele języków nowożytnych zrezygnowali z niej już dawno, a teraz zaczynają z niej rezygnować również latyniści, powracając to metod sprawdzonych w wieku XVI i XVII, ale dodatkowo napędzanych przez rewolucję cyfrową. Jeszcze dwadzieścia lat temu było to dla klasyków bardzo trudne, ale dzięki Web 2.0 nie ma dziś znaczenia to, że miłośnicy języka łacińskiego są rozproszeni, że jest ich niewielu. Można uczestniczyć na przykład w kursie języka łacińskiego prowadzonym na żywo na Facebooku przez nauczyciela z Meksyku. Innym przykładem, który lubię podawać, jest podcast pt. „Quomodo dicitur?”, prowadzony przez trzech latynistów, z których każdy mieszka w innym rejonie Stanów Zjednoczonych.

Kto dzisiaj w Polsce posługuje się łaciną?

Na poziomie akademickim są to przede wszystkim filologowie klasyczni, ale zainteresowanie językiem łacińskim zaczyna dziś zataczać coraz szersze kręgi. Dobrym przykładem są organizowane od kilku lat w Poznaniu i we Wrocławiu letnie warsztaty języka łacińskiego (Schola Latinitatis Vivae Posnaniensis i Wratislaviensis), które stały się dużą imprezą międzynarodową dzięki temu, że zajęcia na wszystkich poziomach zaawansowania prowadzone są w języku łacińskim. W tym roku w poznańskiej Scholi weźmie udział kilkadziesiąt osób z całego świata, a Poznań na dwa tygodnie stanie się Urbs totius Poloniae Latinissima (najbardziej łacińskim miastem w całej Polsce – od kilku lat tytuł ten przypada naprzemiennie Poznaniowi i Wrocławowi). Uczestnicy w większości nie mają nic wspólnego z filologią klasyczną! To uczniowie i studenci, a także osoby pracujące, które reprezentują najrozmaitsze ścieżki kariery zawodowej. Znajomość łaciny i greki traktują jako kompetencję konieczną dla przedstawiciela naszej łacińskiej przecież cywilizacji, dla każdego, kto chce utrzymać kontakt z myślą poprzednich pokoleń. I nie chodzi tutaj tylko o literaturę czy filozofię starożytnych Greków czy Rzymian. To jest oczywiście pewna baza, punkt wyjścia dla całej kultury Zachodu, i te treści koniecznie trzeba dobrze znać. Ale dziś coraz więcej osób zaczyna zdawać sobie sprawę, że późniejsza literatura łacińska: średniowieczna, a przede wszystkim ta powstała w XVI, XVII i XVIII wieku, jest jeszcze zupełnie niezbadana! Z czasów starożytnego Rzymu, czyli z okresu obejmującego ok. 800 lat, zachowało się w przybliżeniu 500 tomów tekstu, z czego 1/5 stanowi korpus składający się na klasyczny kanon literacki, dzieła najbardziej znanych autorów z Cyceronem i Cezarem na czele. Te dzieła są stosunkowo dobrze przebadane, w dużej części były tłumaczone na języki nowożytne. Pozostałe 80% tekstów starożytnych jest nam znanych o wiele słabiej; w zdecydowanej większości nie były one nawet tłumaczone na inne języki – jest to ogromne pole do badań, które zresztą są teraz podejmowane. Ale to i tak nic w porównaniu z tymi tekstami łacińskimi, które powstały w czasach późniejszych! Po upadku cesarstwa rzymskiego nastąpiło 1500 lat intensywnego rozwoju literatury łacińskiej, o której mamy bardzo znikome pojęcie. Łacina jest wówczas nadal używana, robi karierę i wykracza poza terytorium Rzymu. Szacuje się, że z tego okresu, tzn. od VI do XXI wieku, w bibliotekach i archiwach całego świata przechowało się ok. 5 milionów tomów po łacinie. To jest 10 000 razy więcej niż to, co mamy ze starożytności! Jest to np. literatura amerykańska z XVII i XVIII wieku pisana po łacinie. Kto o tym wie? Albo niesamowicie ciekawa literatura łacińska powstała w Chinach i Japonii w czasach pierwszych misjonarzy – i nie są to tylko książki o tematyce religijnej. Nie mówiąc o ogromie nowożytnej literatury łacińskiej w Europie, która aż do XVII w. znacznie przekraczała swoją objętością wszystkie literatury narodowe razem wzięte. To wszystko jest do zbadania. Potrzeba nam szerokiego kształcenia w językach klasycznych, aby z tak wykształconej młodzieży mogły się wyłaniać świadome, dobrze osadzone w rzeczywistości elity społeczne. Dzisiaj możesz być przedstawicielką elity intelektualnej kraju, nie znając ani słowa po łacinie – i proszę mnie dobrze zrozumieć, nie jest to żaden zarzut wobec osób nie znających łaciny, a będących specjalistami w jakiejś dziedzinie. Po prostu tak się stało, nasz system edukacyjny doprowadził do sytuacji, w której człowiek skądinąd znakomicie wykształcony jest pozbawiony dostępu do własnego dziedzictwa kulturalnego – a co najgorsze, nawet nie odczuwa tego jako braku! Czy powinno tak zostać? Czy mogę spać spokojnie, wiedząc, że istnieje 5 milionów książek po łacinie, których nikt nie czyta, bo przeczytać nie potrafi? Książek, których treść jest zupełnie niezbadana, i może zostać pogrzebana w mrokach niepamięci, bo jak tu mówić o kształceniu specjalistów-filologów, skoro prawie żaden uczeń w Polsce nie uczy się łaciny?

Dlaczego została Pani filologiem klasycznym i skąd zamiłowanie do łaciny?

Nigdy nie będę w stanie wystarczająco wyrazić mojej wdzięczności wobec pana profesora Stanisława Wilczyńskiego, który był moim pierwszym nauczycielem łaciny we wrocławskim Liceum Sióstr Urszulanek. Po prostu przepadałam za jego lekcjami, za ich strukturą i przewidywalnością, za profesjonalizmem i kompetencją profesora – to wszystko dawało mi ogromne poczucie intelektualnego i poznawczego bezpieczeństwa. Łacina jest językiem, który się nie zmienia – to czyni z niego niebywale stabilne i skuteczne narzędzie do poznawania świata, i to na ogromnej przestrzeni: kto zna łacinę, ma nieskrępowany dostęp do myśli i przeżyć ludzi, którzy żyli na całym świecie przez ponad dwa tysiące lat! W czasach licealnych jeszcze nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę, tylko to jakoś intuicyjnie przeczuwałam. Pan profesor zachęcił mnie do startu w Olimpiadzie Języka Łacińskiego. Dzięki temu, że dotarłam do finału, miałam wolny wstęp na studia filologii klasycznej – a nie miałam wielkiej ochoty zdawać na cokolwiek innego. Rozważałam jeszcze studia filozoficzne, ale Instytut Filozofii mieścił się bardzo daleko od miejsca, w którym mieszkałam, i perspektywa wielogodzinnych dojazdów mocno mnie odstręczała – praktyczne podejście zwyciężyło, co samo w sobie jest chyba najlepszym dowodem na to, że nie byłby ze mnie dobry filozof. Tak czy inaczej, trafiłam do Instytutu Studiów Klasycznych i wsiąkłam na dobre, nie bez udziału mojego drugiego mistrza, pana profesora Jakuba Pigonia, który jest dla mnie niedościgłym wzorem naukowej rzetelności. To on zaproponował mi podjęcie studiów doktoranckich i uczył stawiać pierwsze kroki na ścieżce kariery akademickiej. W tym czasie bardzo ważnym momentem formacyjnym było dla mnie zetknięcie się ze środowiskiem osób mówiących po łacinie, co otworzyło przede mną zupełnie nowe perspektywy. Wiem, że jest wielu znakomitych filologów, którzy po łacinie tylko czytają i piszą, ale nie mówią. Jednak w moim przypadku nabycie tej umiejętności było przełomowe: dopiero od tego momentu zaczęłam myśleć o sobie jako o filologu klasycznym i z pełną jasnością zobaczyłam sens mojej pracy.

Czy zauważa Pani jakieś rozróżnienie wśród mężczyzn i kobiet – kogo i dlaczego bardziej interesuje kultura klasyczna?

To jest bardzo ciekawe pytanie. Jeśli spojrzymy na naszych studentów i doktorantów, czy na pasjonatów uczących się łaciny np. na wspomnianych letnich warsztatach, to nie widać przewagi żadnej z płci. Moja przyjaciółka, również filolog klasyczny, powiada, że wśród klasyków łatwo o parytet, bo w naszej dziedzinie za sukcesem nie idą pieniądze. Na antyku nie zarabia się tak, jak na współczesności, więc zostają ludzie z prawdziwą pasją – a pasja nie ma płci. Inną sprawą są ambicje akademickie i przebieg kariery naukowej – w filologii klasycznej, podobnie jak w innych dyscyplinach nauki, kobiety napotykają w tym zakresie pewne wyzwania.

Zagadnienie to ma też inny ciekawy kontekst: na Zachodzie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, dużo się dziś mówi o przywracaniu studiom klasycznym kobiecej perspektywy – i jest to w jakiejś mierze zasadne, bo filologia klasyczna, podobnie jak inne dziedziny działalności intelektualnej, była tam dotąd zdominowana przez tych, których zwięźle określa się jako „rich white males”. Odnoszę wrażenie, że Polska zdecydowanie wyprzedza kraje zachodnie pod względem akademickiego czy literackiego równouprawnienia – przynajmniej na ile jestem w stanie to ocenić z perspektywy filologa klasycznego: na przestrzeni całego XX wieku można wskazać wiele kobiet, które były wybitnymi, cieszącymi się ogromnym autorytetem badaczkami języków i literatur klasycznych. Dobrym przykładem może być chyba kazus opublikowanego w 2017 roku przekładu Odysei autorstwa Emily Wilson. Jest to pierwszy przekład tego dzieła na język angielski dokonany przez kobietę i okoliczność ta była wielokrotnie podkreślana przez media, również polskie, jako symboliczna czy wręcz przełomowa. Nie zwracano przy tym zupełnie uwagi na to, że już w czasie II wojny światowej Janina Niemirska-Pliszczyńska tłumaczyła na język polski Żywoty Cezarów Swetoniusza, a na początku lat siedemdziesiątych Kazimiera Jeżewska przełożyła Iliadę – i nikt nie traktował tego wówczas jako czegoś dziwnego czy nawet godnego odnotowania. O wiele rzadsze są też u nas, jak się zdaje, przejawy lekceważenia wyników badań naukowych tylko dlatego, że ich autorką jest kobieta.

Mamy wakacje – wiele osób sięga w tym czasie po książki, szuka ciekawych tytułów. Jakich autorów, jakie dzieła polecałaby Pani kobietom?

Mogłabym polecić wiele książek, ale szczególnie chciałabym zwrócić uwagę naszych czytelniczek na serię „Biblioteka antyczna”. Są to nowoczesne, opatrzone znakomitymi wstępami i objaśnieniami przekłady literatury łacińskiej i greckiej. Ostatnio ukazał się II tom poezji Kallimacha, a także Podstępy wojenne Frontyna. Seria liczy sobie obecnie już ponad 50 tomów, z których część dostępna jest w wersji elektronicznej na stronie www.biblioteka.antyczna.uni.wroc.pl.

 

***

Na zdjęciu dr Katarzyna Ochman,

udostępniono z prywatnego albumu

 

Katarzyna Ochman – filolog klasyczny, adiunkt w Zakładzie Filologii Łacińskiej Instytutu Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych Uniwersytetu Wrocławskiego, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Filologicznego. Naukowo zajmuje się literaturą łacińską epoki Antoninów i historią dydaktyki języków klasycznych. W wolnych chwilach prowadzi vloga pt. „Łacina na skraju”.

 

ZOBACZ TEŻ:

Polskie Towarzystwo Filologiczne

Zmierzch cywilizacji łacińskiej czy początek szóstego renesansu?

Nauczanie łaciny. Immersja czy gramatyka

-Vlog „Łacina na skraju”

-Poznańska Letnia Szkoła Żywej Łaciny i Greki