Pieszo przez Hiszpanię – droga Moniki Pewińskiej i Martyny Koperskiej

Pieszo przez Hiszpanię – droga Moniki Pewińskiej i Martyny Koperskiej

W czasie kiedy wiele osób planuje wybór szlaku św. Jakuba, żeby dotrzeć do Santiago de Compostela w Hiszpanii, proponuję wywiad z Moniką Pewińską i Martyną Koperską – dziewczynami, które do katedry św. Jakuba zdecydowały się iść w lipcu zeszłego roku.

* * *

Zacznijmy od najważniejszej informacji: skąd, jakim szlakiem i jak długo szłyście do Santiago de Compostela?

Monika: Camino, czyli szlak św. Jakuba zaczęłyśmy w Aviles, na północy Hiszpanii. Był to dokładnie szlak Camino del Norte, zwany Północnym. Wyjazd zajął nam 17 dni, ale na samym szlaku spędziłyśmy 13 dni. Ponad 315 km.

Skąd w ogóle taki pomysł?

Monika: Kiedy byłam na pierwszym roku studiów, jeden z kolegów opowiadał o swojej pielgrzymce do Santiago de Compostela. Wtedy pierwszy raz dowiedziałam się o drodze św. Jakuba. Pomyślałam, że fajnie byłoby się kiedyś przejść. Po roku ksiądz z naszej parafii przygotował spotkanie młodzieżowe, na którym opowiadał o swoim doświadczeniu Camino. To jeszcze bardziej zachęciło mnie do spróbowania swoich sił. Myśl o Santiago de Compostela towarzyszyła mi kilka dobrych tygodni, aż w końcu podjęłam temat wśród znajomych. Okazało się, że innym osobom ten pomysł też się spodobał. Od tej chwili wszystko szło już bardzo sprawnie.

Martyna: Mnie chyba nawet przez myśl nie przeszło, że mogłabym przejść Camino. Dopiero po podjęciu tematu przez Monikę zaczęłam się nad tym zastanawiać. Stwierdziłam, że dałabym radę. Taką chęcią wykazała się jeszcze jedna z naszych koleżanek. Ona zajęła się sprawdzaniem połączeń lotniczych z Hiszpanią. Trafiłyśmy na tani lot, zostało tylko pięć wolnych miejsc, trzeba było podjąć szybką decyzję!

Monika: Rozmawiałyśmy o tym w niedzielę, a w poniedziałek zrobiłyśmy z Martyną listę „za” i „przeciw”. Ta lista pokazała nam, że plusów jest więcej, przekonały nas. Bilet do Madrytu został kupiony w ciągu 24 godzin od podjęcia tematu.

Jak wyglądały Wasze przygotowania? Treningi fizyczne, nauka hiszpańskiego, oglądanie filmów z motywem drogi w tle…?

Martyna: Skupiłyśmy się głównie na tym, żeby zabrać wszystko co potrzebne, a zarazem jak najmniej. Czasami chodziłyśmy na spacery przygotowujące, ale były tak rzadkie, że wątpię, by cokolwiek wniosły. Jeśli chodzi o hiszpański, znałyśmy podstawy. Monika miała dwa semestry hiszpańskiego na uczelni, ja trzy lata w liceum. Raz spotkałyśmy się, żeby obejrzeć film dokumentalny „Ślady stóp”.

Czego doświadczyłyście podczas drogi?

Martyna: Pewnie wywołam małe zaskoczenie. Spodziewałam się chyba czegoś innego po Camino. Jakiś przeżyć duchowych, które znacząco na mnie wpłyną. Myślałam też, że podczas drogi znajdę odpowiedzi na pytania, które mnie nurtowały. Tak nie było. Jednym z powodów mogła być liczba osób, z którymi szłyśmy. Było nas w sumie pięcioro, co na szlaku jest rzadko spotykane, zazwyczaj chodzi się indywidualnie. Oczywiście były chwile skupienia, wyciszenia, ale nie zabrakło też śmiechu oraz równie cennego, wspólnego śpiewu. W każdym razie mogę też spojrzeć na to pytanie inaczej. Myślę, że doświadczyłyśmy dużo pomocy ze strony obcych ludzi. Jednego wieczoru, gdy doszłyśmy do Ribadeo, okazało się, że nie ma już miejsca w albergue, czyli w schronisku dla pielgrzymów. Czekała nas noc na podłodze, w śpiworach. Jakiś Hiszpan podszedł wtedy i zaproponował swoją karimatę. Jeden człowiek zainteresował się też kontuzją kolana Moniki. Zobaczył na nim bandaż i zaproponował, że odda również swój.

Monika: Mimo tego, że czas spędzony na Camino uważam za bardzo dobry, to również spodziewałam się bardziej duchowych przeżyć. Była to jednak dobra okazja, aby poćwiczyć cierpliwość i umiejętność podejmowania decyzji, kiedy inni poddają się i rozkładają ręce. Myślę też, że na Camino jest taki bardzo przyjemny stan wolności od codziennych obowiązków i zadań. W trakcie drogi nasze myśli uciekały do najważniejszych tematów, miałyśmy okazję zastanowić się nad sprawami, na które w Poznaniu ciężko byłoby znaleźć czas i warunki. Życzę każdemu, aby choć raz w życiu czegoś takiego doświadczyć.

Jakich ludzi spotykałyście po drodze?

Martyna: Amerykanów, Hiszpanów, Chińczyków, Polaków, Austriaków… Najbardziej w głowie utkwił mi pewien Azjata, prawdopodobnie Chińczyk albo Japończyk, który rano wyłączał mi dzwoniący w telefonie budzik. Ja byłam tak zaspana, że go nie słyszałam!

Monika: Ludzie na Camino są bardzo mili, pomocni i serdeczni. Jest takie pozdrowienie „Buen Camino”, co oznacza „dobrej drogi” oraz „Hola”, czyli „cześć”. Pielgrzymi mówią to sobie na szlaku, dzień staje się o wiele przyjemniejszy. Często ludzi, których mijałyśmy na szlaku, spotykałyśmy potem na miejscu w Santiago de Compostela. Także Polaków.

Macie jakieś najgorsze, trudne wspomnienia, którymi chciałybyście się podzielić?

Monika: Myślę, że przy takiej ilości dni nie sposób, żeby nie zdarzyły się jakieś trudne sytuacje. Pamiętam naszą pierwszą noc w albergue, gdzie przez kilka godzin próbowałam zasnąć. Mimo zmęczenia całodzienną wędrówką, zaśnięcie było wyzwaniem ze względu na chrapiących ludzi. Ale chyba najtrudniejszym momentem był trzeci dzień. Ponad 40 km drogi, problem ze znalezieniem noclegu, nieporozumienia w grupie i ogromne zmęczenie, zarówno fizyczne jak i psychiczne. Potrafiłyśmy jednak przyznać się do błędu, pogodzić. Takie trudne chwile są potrzebne, bo dzięki nim poznajemy samych siebie, możemy pracować nad swoim charakterem.

Martyna: Dla mnie, podobnie jak dla Moniki, pierwszym trudnym doświadczeniem była noc w pierwszej albergue. To było zderzenie z rzeczywistością Camino – np. koedukacyjna sala, wspólna przestrzeń z obcymi ludźmi. Drugim niełatwym doświadczeniem był dzień, w którym dochodząc do noclegu okazało się, że nie ma dla nas miejsca. Hospitalero, czyli człowiek, który prowadził to miejsce niestety nie zgodził się na to, aby przenocować nas na podłodze. Musieliśmy iść dalej i tak doszliśmy do Ribadeo. Tam również okazało się, że nie ma dla nas miejsca. Na szczęście nie było tam już hospitalero, więc postanowiłyśmy, że prześpimy się na podłodze. Wtedy właśnie jeden z Hiszpanów zaproponował swoją karimatę – wspominałam już o tym wcześniej. Żeby jednak nie było tak pesymistycznie, opowiem o dość zabawnej sytuacji. Kiedyś podczas noclegu okazało się, że ktoś ma takie same buty jak ja. Dziewczyny podpowiedziały mi, żebym związała swoje buty z ich butami – wtedy na pewno nie będzie żadnej pomyłki. Tak też zrobiłam. Po dotarciu do kolejnej albergue okazało się jednak, że buty, w których szłam przez cały dzień nie były moje, a kobiety z poprzedniego noclegu…

Zastanawiam się co czułyście na końcu drogi. Docieracie do Santiago de Compostela i…co myślicie?

Martyna: Z tego co pamiętam pierwszą myślą Moniki były słowa „Szkoda, że katedra jest w remoncie…”. Oczywiście cieszyłam się, że dotarłam do celu, ale już w ostatnich dniach dało się odczuć tęsknotę za domem. Na placu przed katedrą widziałam bardzo dużą grupę młodzieży. Wszyscy mieli takie same koszulki, ustawili się w ogromne koło, śpiewali, klaskali. Ta radość się udzielała, wspaniały widok.

Monika: Może to nie była moja pierwsza myśl, ale rzeczywiście tak pomyślałam. „Szkoda, że katedra jest w remoncie…” – to utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto wybrać się do Santiago de Compotela jeszcze raz, w przyszłości. Po dotarciu do celu czułam głównie satysfakcję i dumę nie tylko z siebie, ale z całej naszej grupy. Z pewnością dużym przeżyciem było uczestnictwo we Mszy Świętej w katedrze oraz zobaczenie ogromnego botafumeiro, czyli trybularza. Odebranie Compostelki, która jest potwierdzeniem odbycia pielgrzymki to takie symboliczne zakończenie, po którym już w głowie nie pojawiają się myśli, że kolejnego dnia trzeba wstać rano i iść kolejne kilkadziesiąt kilometrów. Bardzo przyjemne uczucie!

Planujecie więc kolejną drogę, kolejne trasy?

Martyna: Planować nie planuję, zobaczymy co życie przyniesie. Mimo trudności na szlaku, nie żałuję, że podjęłyśmy decyzję drogi. Myślę, że gdyby nadarzyła się kolejna okazja do pielgrzymowania, z chęcią bym z niej skorzystała.

Monika: Wiem, że chcę jeszcze raz dotrzeć pieszo do Santiago, nie wiem tylko kiedy. Czas pokaże, ale jeśli już miałabym się decydować na kolejny raz to chciałabym wybrać się inną trasą i na pewno przejść więcej kilometrów. Może 800?

 

Na zdjęciach Monika Pewińska i Martyna Koperska,

udostępniono z prywatnego albumu

 

Martyna Koperska (ur. 1997 r.) – Z zawodu florystka. Rodowita Poznanianka. W wolnym czasie uwielbia szyć i grać w koszykówkę. Razem z Moniką należy do Duszpasterstwa Akademickiego „Cantinus” przy parafii św. Jana Kantego w Poznaniu.

Monika Pewińska (ur. 1996 r.) – Poznanianka z krwi i kości. Absolwentka Turystyki i Rekreacji na poznańskim AWFie. Miłośniczka gór i sportu, a w szczególności siatkówki.