Przychodzi studentka do duszpasterstwa akademickiego i… – wywiad z ks. Michałem Nowackim

Przychodzi studentka do duszpasterstwa akademickiego i… – wywiad z ks. Michałem Nowackim

Szukają mężów czy dają się znaleźć? O czym świadczy fakt, że duszpasterstwa akademickie są sfeminizowane? Czy mówienie dziewczynom „nic nie róbcie, czekajcie, to chłopak musi się starać” ma dzisiaj jakiś sens? Zapraszam do przeczytania wywiadu z ks. Michałem Nowackim pracującym obecnie w parafii św. Anny w Poznaniu.

 

***

Duszpasterstwa akademickie przywołują mi na myśl między innymi religijne spotkania, na których studentka szuka chłopaka, a student dziewczyny. Czy rzeczywiście te miejsca owocują licznymi związkami, małżeństwami, rodzinami?

Trudno mi powiedzieć, czy duszpasterstwa akademickie owocują licznymi związkami czy małżeństwami, ale rzeczywiście zdarza się, że to właśnie w tych wspólnotach zakochani odnajdują się wzajemnie. Wydaje mi się to naturalne, ponieważ różnego rodzaju grupy religijne gromadzą ludzi o podobnych wartościach. Przypomina się tutaj znana sentencja, że miłość to nie patrzenie na siebie nawzajem, ale patrzenie razem w jednym kierunku. Duszpasterstwa pomagają ustalić ten kierunek. Ale ich głównym zadaniem nie jest łączenie par. Głównym celem i zadaniem wspólnot jest przybliżenie do Boga i pogłębienie wiary. A jeśli przy okazji uda się kogoś poznać i związać z tą osobą, to bardzo dobrze. Gdy byłem w wieku nastoletnim w mojej parafii istniała grupa młodzieżowa. I w tamtej grupie były pary, a z czasem małżeństwa i rodziny. Znam także osoby, które poznały się w czasie pieszej pielgrzymki do Częstochowy, a potem, po kilku latach wzięły ślub. Do dzisiaj tworzą piękną rodzinę. W mojej obecnej parafii istnieje Duszpasterstwo Akademickie. I choć jest to grupa stosunkowo młoda, liczy sobie zaledwie kilka lat, to już z niej wyszło kilka małżeństw, a kolejne osoby są na etapie „chodzenia” czy narzeczeństwa.

Kto, przychodząc do duszpasterstwa, jest bardziej nastawiony na to poszukiwanie miłości drugiej osoby? Studenci czy studentki?

Po pierwsze, tak jak wspomniałem wcześniej, nie jest to główny cel istnienia duszpasterstwa. Jeśli ktoś sobie myśli w taki sposób: nie mam dziewczyny, nie mogę nigdzie znaleźć, to pójdę do duszpasterstwa, może tam znajdę, bo tam jest dużo dziewczyn – to uważam, że takie założenie jest niewłaściwe. Duszpasterstwo nie jest klubem samotnych serc. Taka osoba, która przychodzi do duszpasterstwa tylko z zamiarem poszukania swojej drugiej połówki może się rozczarować. A po drugie… W tym pytaniu odkrywam jeszcze jedną myśl. Kto jest bardziej nastawiony na poszukiwanie miłości drugiej osoby? A więc, kto bardziej poszukuje miłości? Kto bardziej jest otwarty w tych poszukiwaniach?

No właśnie, kto?

Żyjemy w czasach, gdy w ogóle jesteśmy dość zamknięci w relacjach bezpośrednich. Zobaczmy chociażby relacje międzysąsiedzkie: dawniej ludzie wzajemnie sobie pomagali, pożyczali tę przysłowiową szklankę cukru, a przede wszystkim znali się. Dzisiaj często sąsiedzi się nie znają. Mamy zamknięte osiedla. Po powrocie z pracy od razu zamykamy się w swoich domach. To utrudnia kontakty bezpośrednie. Łatwiej załatwić nam coś wirtualnie, dlatego taką popularnością cieszą się portale społecznościowe. Ale te portale nie wypełnią pustki, która tworzy się gdzieś w sercu. Pojawia się potrzeba drugiego człowieka, prawdziwej relacji. I być może niektórzy tej prawdziwej relacji z drugim człowiekiem szukają w duszpasterstwie. Czy dotyczy bardziej dziewczyn czy chłopaków? Chyba zarówno dziewczyny i chłopacy mają w sobie to pragnienie wypełnienia pustki.

Co do zamkniętych osiedli – pod Krakowem powstaje nowe, pierwsze, przeznaczone tylko dla katolików. Widzi Ksiądz w tym jakiś sens?

Czytałem kiedyś wywiad z Andrzejem Sobczykiem, pomysłodawcą tego Osiedla Fatimskiego. Idea jest taka, że nie ma to być osiedle zamknięte, tylko osiedle, na którym mieszkają ludzie, którzy mają pewne wspólne wartości. Oczywiście nie chodzi o to, że ktoś będzie sprawdzał zaświadczenie od proboszcza czy metrykę chrztu – takie były doniesienia mediów, ale zupełnie nieprawdziwe. To nie ma być getto, ale miejsce gdzie można naładować duchowe akumulatory. Zresztą na podobnej zasadzie funkcjonują wspólnoty w Kościele.

Weźmy na tapetę słowo „szukać”. Kto dzisiaj szuka? Kto zdobywa? Dziewczyny chłopaka czy chłopacy dziewczynę?

Tradycyjnie przyjęte jest, że to chłopak szuka, zdobywa dziewczynę. Wiele bajek, filmów jest właśnie o tym. Książę pokonuje wiele trudności, przeżywa niesamowite przygody, zmaga się z wieloma przeciwnościami po to, aby zdobyć księżniczkę. Czy tak jest współcześnie? Chyba to „szukanie” jest dzisiaj bardziej demokratyczne tzn. zarówno dziewczyny, jak i chłopacy szukają kogoś, kogo mogą pokochać. A często jest też tak, że po prostu nie szukają: miłość przychodzi sama. Pojawia się ta konkretna osoba i pojawia się miłość – chłopak mówi: ta dziewczyna to ta jedyna, kocham ją i z nią chcę związać przyszłość, a dziewczyna mówi: ten chłopak to ten jedyny i chcę go kochać do końca życia. To zdobywanie jest bardzo ciekawe. Bo to kojarzy się z jakimś zaimponowaniem drugiej osobie. Chłopak bardziej pręży muskuły i jest bardziej szarmancki, dziewczyna zakłada piękną suknię i swoim dobrym sercem chce zdobyć serce chłopaka. Może to trochę taki ideał, ale o to chodzi. Niestety może też być odwrotnie: dziewczyna chcąc zaimponować chłopakowi staje się bardziej wulgarna, a chłopak imponuje tym, co najgorsze. Byłoby dobrze, aby dziewczyny wysoko stawiały poprzeczkę wymagań chłopakom, którzy się o nie starają, a chłopacy równie wysoko stawiali poprzeczkę dziewczynom.

Mam wrażenie, że w Kościele podpowiada się czasami dziewczynom: nic nie róbcie, dajcie się znaleźć, to chłopak musi się starać i tak dalej. Tylko, że męskie myślenie się zmieniło, czasami to mężczyźni czekają na kontakt, podjęcie czy prowadzenie relacji przez kobietę. Czy równolegle przekonuje się chłopaków: Działajcie, odezwijcie się, napiszcie, zaproponujcie spotkanie?

Wygląda to chyba bardzo różnie. Z jednej strony to rzeczywiście tak jest: to mężczyzna zdobywa kobietę, stara się. A kobiety są bardziej bierne. Poza tym, kobiety lubią być zdobywane, szanowane, lubią, kiedy mężczyźni mówią im komplementy. Większość filmów o miłości oparta jest na takiej zasadzie. Z drugiej strony: bardzo często wynika to z charakteru czy sposobu bycia. Niekiedy to dziewczyny są bardziej przebojowe, wygadane, i to one bardziej angażują się w kształtowanie relacji. Chyba każda strona ma trochę do zrobienia. Jeśli jakaś osoba jest samotna, nie jest w związku, oczekuje jakieś bliższej relacji, to musi dać jakiś sygnał, wyjść do ludzi, poszukać ludzi, którzy mają podobny system wartości lub wspólne pasje. Zamknięcie się w domu i myślenie: może „mój książę” mnie znajdzie jest niewłaściwe. Trzeba zrobić jakiś pierwszy krok. I podobnie już później, w związku: aby relacja się rozwijała potrzeba pracy nad sobą, starania się, zaangażowania. Zarówno dziewczyna, jak i chłopak może tutaj się wykazać: aby korzystając z właściwej sobie wrażliwości pogłębiać swoją relację. I tak jest: zwłaszcza na etapie „chodzenia” ze sobą, czy narzeczeństwa – chłopak stara się, dzwoni, kupuje kwiaty, zaprasza na imprezę czy do kina. Podobnie jest z dziewczynami. Problem może pojawić się później, w małżeństwie. Jak już chłopak zdobył tę swoją ukochaną to już się przestaje starać, już o nią nie walczy. Iluż mężczyzn po ślubie nie kupiło kwiatów dla swojej żony? Tak po prostu, bez okazji.

Możemy więc odczarować myślenie, że czekanie i bierność dziewczyny jest bardziej chrześcijańską, religijną postawą?

Wydaje mi się, że w ogóle zdobywanie samo w sobie jest działaniem bardzo religijnym. Kojarzy mi się z bieganiem czy górską wędrówką. Dąży się do celu, do mety, do szczytu, ale po drodze trzeba pokonywać kolejne przeszkody: ból, zmęczenie, zniechęcenie, lenistwo, ograniczenia. Jeśli w relacji chłopak albo dziewczyna przestaje się starać, to jest to smutne i może się źle skończyć. Proszę zobaczyć, ile wokół jest par, małżeństw, którzy się wypalili, którym przestało zależeć, którzy są sfrustrowani sobą nawzajem.

O czym świadczy fakt, że duszpasterstwa akademickie są sfeminizowane?

A są? Wydaje mi się, że jest po równo. Tylko są dziedziny, które bardziej pasują dziewczynom, a inne bardziej pasują chłopakom. W Duszpasterstwie Akademickim w mojej parafii czasami na spotkania przychodzi więcej chłopaków niż dziewczyn.

Więc o czym świadczy fakt, że Kościół jest sfeminizowany? Co to tego nie ma wątpliwości.

Ktoś kiedyś powiedział, że Kościół w Polsce jest żeńsko-katolicki. Rzeczywiście wiele inicjatyw jest bardziej skierowanych dla pań, a panie są bardziej otwarte na te inicjatywy. Wynika to między innymi z tego, że niektóre działania w Kościele związane są z emocjami, np. niektóre spotkania modlitewne. Trzymanie się za ręce, podnoszenie rąk do góry, dzielenie się swoimi emocjami, mówienie wprost o swojej relacji do Boga, tkliwe pieśni – do mężczyzn to nie trafia. Mężczyźni w Kościele bardziej skupiają się na zadaniach niż na emocjach. Przypomina mi się pewna dyskusja w naszym duszpasterstwie o roli kobiet w Kościele. Ktoś z chłopaków powiedział, że jest to taka „cicha obecność”. Według niego i innych chłopaków były to słowa doceniające rolę kobiet: że robią bardzo dużo, i choć tego nie widać to jest to bardzo ważne. Podobnie jak mama w domu. Ogarnia cały dom, o wszystkim pomyśli, a często jest to niezauważone i niedocenione. I ta „cicha obecność” to taka bardzo ważna rola w Kościele. W czasie tej dyskusji dziewczyny bardzo się oburzyły. One odczytały tę „cichą obecność” jako właśnie takie niedocenienie. Że w sumie nie są ważne, że to takie ciche i niepotrzebne. Dwa ciekawe spojrzenia na tę samą sprawę.

Coraz częściej zakłada się duszpasterstwa postakademickie. Po co? Dodatkowa szansa dla singli?

Myślę, że duszpasterstwa postakademickie są raczej próbą zagospodarowania pewnej luki. Są propozycje duszpasterskie dla dzieci – to oczywiste. Podobnie jeśli chodzi o duszpasterstwa młodzieżowe czy akademickie. Są też oferty dla małżeństw i rodzin oraz dla osób starszych. Są wspólnoty, które skupiają ludzi wierzących bez względu na wiek np. Neokatechumenat. A ta grupa osób po studiach, ale jeszcze bez swoich rodzin, jest troszkę duszpastersko zaniedbana. I dlatego powstają duszpasterstwa postakademickie: aby pogłębić wiarę, aby zintegrować osoby w podobnej sytuacji życiowej. Jeśli przy okazji uda się poznać swoją drugą połówkę i założyć rodzinę – to bardzo dobrze.

 

***
Na zdjęciu ks. Michał Nowacki,
udostępniono z prywatnego albumu 
 
Ks. Michał Nowacki Wikariusz parafii pw. św. Anny w Poznaniu. Święcenia kapłańskie przyjął w
2009 r. W ostatnim czasie coraz bardziej pasjonuje się bieganiem. Biega m.in. w Półmaratonie Praskim w Warszawie, Półmaratonie Poznańskim, Biegu na Tak i Wings for Life.